Lakańa pisze:
Lakańa usłyszała, że coś dzieje się w puszczy, tej dla wszystkich. Pobiegła więc w tamtą stronę i zwolniła kawałek przed barem, zastanawiając się o co chodzi. Nigdy nie zapuszczała się tutaj sama, a atmosfera była conajmniej... dziwna?
Weszła za próg i wzdrygnęła się lekko. Ci wszyscy martwi mogliby wyglądać jakoś lepiej. Rozejrzała się i znalazła kogoś, kto wyglądał przystępnie i miło.
— Ane Varoi, jestem Lakana. — przedstawiła się, przysiadając do
Volameny.
Volamena natomiast wyglądała niemal tak samo, jak za życia (poza tym, że nie była żywa, oczywiście). Jedynie oczy miała odrobinę bardziej wyłupiaste, jakby przerażone — całkiem tak, jakby przed śmiercią zobaczyła coś, co naprawdę nią poruszyło, spędzając sen (a raczej wpędzając w sen wieczny) już na zawsze. Uśmiechnęla się uprzejmie, kiedy jakaś wilczyca zajęła miejsce obok niej! Super. Klasnęła w widmowe łapy!
— Jak to dobrze z kimś porozmawiać! Muszę przyznać, że towarzystwo w zaświatach jest nieco mało... żywotne, ha, jeśli wiesz, co mam na myśli! — zaczęła, szturchając Lakanę łokciem, jakby domagając się aprobaty wobec swojego super świetnego ekstra śmiesznego i kozacko epickiego żartu! — Mówisz do takich, a oni nic, jakby im śmierć nie tylko życie, ale i sluch wyrwała, bez sensu kompletnie. I na domiar nikogo znajomego, nawet Alex jakoś się miga od śmierci, bezczelny, skazał mnie na gryzienie gleby, a tymczasem sam się miga. No powiedz mi, czy na tym polega miłość, że wysyłasz kogoś na śmierć, a potem o nim zapominasz? Ba, podobno sobie nową babę znalazł i to krótko po tym, jak wyzionęłam ducha! Pewnie nawet nie zdążyłam ostygnąć, chociaż... wrzucili mnie do jakiejś rzeki, to chyba wpływa jakoś na tempo ochładzania ciała, jak sądzisz? Ach, no i w ogóle, jestem Volamena, pewnie o mnie nawet nie slyszałaś, bo po co się przyznawać, że ma się kogoś takiego na sumieniu. Byłaś już w tej głupiej komnacie u tych głupich Potępieńców? Mają lustra, przez które kompletnie ci odbija. A Alex, idiota, zamiast mi pomóc to... podrywał inną dupę! I to Potępioną! Dobrze, że zdechłam, bo przynajmniej nie musiałam na to patrzeć — zaśmiała się gorzko. — Strasznie mi zaschło w gardle. Zapomniałam już jakie to uczucie, barman! BARMAN! KOMU TRZEBA SIĘ ODDAĆ, ŻEBY CIĘ OBSLUŻONO W TEJ ZAPIZIAŁEJ MELINIE?!! — zaczęła się wydzierać, waląc łapą w blat w ponaglającym geście. Rozejrzała się po barze i...
— KAMUL! Cholerne seksowny, jak zawsze! Tęskniłeś za mną, prawda? Bardziej niż za tamtą karlicą, co nie? — zawołała. Nawet zaczęła do niego machać, bo cholera wie, czy Potępieniec był w stanie ją zauważyć!