Słuchał jej imienia, choć nie chciał przyznać nawet sam przed sobą, że coś w nim drgnęło, kiedy je wypowiedziała. Ophelia. Brzmiało miękko, zbyt miękko, jakby samo w sobie próbowało wślizgnąć się pod jego skórę obok tego dziwnego ciepła po strzale. Kiedy przeprosiła, aż zbyt szybko i zbyt nerwowo, poczuł, jak coś w nim napina się nieprzyjemnie, nie złością, nie irytacją, tylko czymś, czego nie potrafił nazwać. Nie chciał tego czuć. Nie powinien tego czuć.
— Nie przepraszaj — powiedział twardo, a jego głos zabrzmiał ostrzej, niż zamierzał. Uniósł lekko głowę, jakby próbował odzyskać kontrolę nad sytuacją, która wymykała mu się z łap.
— Po prostu… zachowuj rozsądek — dodał, choć brzmiało to bardziej jak rozkaz niż rada. Jej rumieniec, jej drżący ogon, to jak przesunęła się bliżej — wszystko to zaczynało działać na niego w sposób, którego nie rozumiał. Czuł, jakby coś w nim pulsowało, jakby jego własne serce próbowało wyrwać się z rytmu, który znał od zawsze. To było obce. Niepokojące. Zbyt intensywne. Kiedy zasugerowała, że nie powinni się rozdzielać, jego ciało zareagowało szybciej niż myśl, spięło się, jakby ktoś rzucił mu pod łapy pułapkę.
— Nie — odpowiedział natychmiast, zbyt szybko, zbyt ostro, jakby bał się, że jeśli pozwoli jej dokończyć, coś w nim pęknie.
— Właśnie dlatego powinniśmy. Coś tu jest nie tak i nie zamierzam stać tu i czekać, aż zrobi się gorzej — powiedział, a jego głos był chłodny, ale podszyty napięciem, którego nie potrafił ukryć. Zrobił krok w tył, jakby odległość mogła przywrócić mu trzeźwość, choć jego łapy były zbyt lekkie, jakby ciało nie słuchało go tak, jak zawsze. Spojrzał na nią jeszcze raz… krótko, ostro, zbyt intensywnie jak na kogoś, kto chciał być obojętny i to spojrzenie mogło go zdradzać. Czuł to. Dlatego natychmiast odwrócił głowę, jakby patrzenie na nią było błędem.
— Zostań tu. Albo idź w drugą stronę. Jak chcesz. — powiedział, próbując zabrzmieć obojętnie, choć w jego głosie pobrzmiewała nuta, której sam nie rozpoznawał.
— Ja muszę… zaczerpnąć powietrza — dodał, jakby to miało cokolwiek wyjaśnić. Nie czekał na jej reakcję. Odwrócił się gwałtownie, futro na karku lekko zjeżone i ruszył między regały szybkim, sprężystym krokiem, jak wilk uciekający nie przed wrogiem, a przed własnym sercem, które nagle zaczęło bić nie tak, jak powinno.
/zt
!!! Pomoc dla Senny !!!
Administracja
• Sulfur, Adirael, Aurora
Wydarzenia
• Walentynki
• Zadania kwartalne
• Sulfur, Adirael, Aurora
Wydarzenia
• Walentynki
• Zadania kwartalne
![]() |
-15°C | Śnieg Nad wilczą krainą zawisły gęste chmury, z których grubymi płatami sypie się śnieg. W wielu miejscach tworzy on wysokie, ponad półmetrowe zaspy. |
Forum w trakcie przebudowy! Zapraszamy na nasz {Discord} po więcej informacji.
Czytelnia
- Fenrárr
- Lunar

- Posty: 193
- Płeć: Samiec
- Ciąża: Nie dotyczy
- Siła: 40 (20 +20)
- Zręczność: 25 (5 + 20)
- Czujność: 5
- Wiedza: 20
- Życie: 100
- Energia: 100
- Punkty Doświadczenia: 67
Czytelnia
──────────────⨳──────────────
Fenrárr: To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Kiedy myślisz, że gorzej już być nie może, zacznij się walić deską po nodze.
°⨳° °⨳° °⨳° °⨳°

WAŻNE: przy dłuższej nieobecności fabularnej, Fenrárr zaszył się w bibliotece.
zapach: starodrukowanych ksiąg, opalonej pergaminy, kadzideł i żaru
Lunarna Harmonia — Manipuluje grawitacją i zmniejsza ciężar swój i sojuszników, dzięki czemu łatwiej jest się im poruszać.
Wszystkie wilki pod wpływem czaru mają zręczność zwiększoną o 10 punktów, a ich ataki zadają o 10 PŻ obrażeń więcej.
Czas trwania: od momentu aktywacji, do momentu opuszczenia tematu. Użyć: 1/3 miesiąc
Umiejętność — Grawimancja — częściowa kontrola nad grawitacją i swoim własnym c
iężarem lub nieznaczna modyfikacja grawitacji w okolicy lunara.
I
Fenrárr: To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Kiedy myślisz, że gorzej już być nie może, zacznij się walić deską po nodze.
°⨳° °⨳° °⨳° °⨳°

WAŻNE: przy dłuższej nieobecności fabularnej, Fenrárr zaszył się w bibliotece.
zapach: starodrukowanych ksiąg, opalonej pergaminy, kadzideł i żaru
Lunarna Harmonia — Manipuluje grawitacją i zmniejsza ciężar swój i sojuszników, dzięki czemu łatwiej jest się im poruszać.
Wszystkie wilki pod wpływem czaru mają zręczność zwiększoną o 10 punktów, a ich ataki zadają o 10 PŻ obrażeń więcej.
Czas trwania: od momentu aktywacji, do momentu opuszczenia tematu. Użyć: 1/3 miesiąc
Umiejętność — Grawimancja — częściowa kontrola nad grawitacją i swoim własnym c
iężarem lub nieznaczna modyfikacja grawitacji w okolicy lunara.
I
- Ophelia
- Ifryt

- Posty: 497
- Rodzice: Katana x Lysander De Vill
- Płeć: Samica
- Siła: 7
- Zręczność: 45 (15+30)
- Czujność: 38 (8+30)
- Wiedza: 25
- Życie: 91 (11.02)
- Energia: 40 (11.02)
- Punkty Doświadczenia: 19
- Profesje: Myśliwy [3]
Czytelnia
Nie ruszyła się od razu. Najpierw po prostu patrzyła za nim, licząc, że on nagle wróci, a może powietrze powinno oddać jego kształt, jego zapach, cokolwiek. Uszy miała uniesione, lekko skierowane do przodu, jak wilk, który nasłuchuje kroków towarzysza… tylko że kroki nie wróciły. Cisza czytelni nagle stała się ogromna.
— …Fenrárr? — odezwała się cicho, ostrożnie. Odpowiedzi nie było. Wtedy coś w niej pękło. Ogon, który dotąd poruszał się nerwowo, opadł zupełnie. Ramiona zgarbiły się, a ona sama zrobiła pół kroku w stronę, w którą odszedł, potem drugi i zatrzymała się, jakby dopiero teraz zrozumiała, że naprawdę jej tu nie zostawił na chwilę. Zostawił ją. Powietrze nagle wydało się zbyt ciężkie do oddychania.
— Nie… — wyszeptała pod nosem, jakby to słowo mogło cofnąć wydarzenia sprzed kilku sekund. Próbowała sobie to wytłumaczyć, że tylko poszedł sprawdzić, że zaraz wróci, że to rozsądne, przecież sam powiedział… ale obraz kiedy odchodził wracał uparcie. To krótkie spojrzenie. To, jak kazał jej zostać. Jakby wcale nie chciał, żeby poszła za nim. Jakby nie chciał jej przy sobie. Poczuła nagłe ukłucie gdzieś pod mostkiem, zupełnie irracjonalne. Przecież znała go zaledwie chwilę. A jednak ból był prawdziwy, aż ścisnął gardło.
— Nawet się nie zatrzymał… — szepnęła do siebie. Usiadła powoli na chłodnej posadzce między regałami, ogon owinął się wokół łap w lisim geście samouspokojenia, ale nie przyniósł ulgi. Oczy zaszkliły się, zanim zdążyła to powstrzymać. To było absurdalne. Wiedziała o tym. Rozum mówił, że to bez sensu, że ledwie się poznali, że to tylko chwila, a jednak serce reagowało tak, jakby właśnie straciła coś bardzo ważnego, zanim zdążyła to w ogóle nazwać.
— Dlaczego… — urwała, bo głos jej zadrżał. — Przecież… nic nie zrobiłam… — Schyliła głowę, chowając pysk w futro na piersi, jakby mogła się w nim ukryć przed tym uczuciem. Ciepło po strzale nadal pulsowało gdzieś pod skórą, ale teraz nie było już przyjemne. Było puste. I najgorsze było to, że nie potrafiła przestać nasłuchiwać, czy nie wraca, mimo że była pewna ze on już nie wróci.
— …Fenrárr? — odezwała się cicho, ostrożnie. Odpowiedzi nie było. Wtedy coś w niej pękło. Ogon, który dotąd poruszał się nerwowo, opadł zupełnie. Ramiona zgarbiły się, a ona sama zrobiła pół kroku w stronę, w którą odszedł, potem drugi i zatrzymała się, jakby dopiero teraz zrozumiała, że naprawdę jej tu nie zostawił na chwilę. Zostawił ją. Powietrze nagle wydało się zbyt ciężkie do oddychania.
— Nie… — wyszeptała pod nosem, jakby to słowo mogło cofnąć wydarzenia sprzed kilku sekund. Próbowała sobie to wytłumaczyć, że tylko poszedł sprawdzić, że zaraz wróci, że to rozsądne, przecież sam powiedział… ale obraz kiedy odchodził wracał uparcie. To krótkie spojrzenie. To, jak kazał jej zostać. Jakby wcale nie chciał, żeby poszła za nim. Jakby nie chciał jej przy sobie. Poczuła nagłe ukłucie gdzieś pod mostkiem, zupełnie irracjonalne. Przecież znała go zaledwie chwilę. A jednak ból był prawdziwy, aż ścisnął gardło.
— Nawet się nie zatrzymał… — szepnęła do siebie. Usiadła powoli na chłodnej posadzce między regałami, ogon owinął się wokół łap w lisim geście samouspokojenia, ale nie przyniósł ulgi. Oczy zaszkliły się, zanim zdążyła to powstrzymać. To było absurdalne. Wiedziała o tym. Rozum mówił, że to bez sensu, że ledwie się poznali, że to tylko chwila, a jednak serce reagowało tak, jakby właśnie straciła coś bardzo ważnego, zanim zdążyła to w ogóle nazwać.
— Dlaczego… — urwała, bo głos jej zadrżał. — Przecież… nic nie zrobiłam… — Schyliła głowę, chowając pysk w futro na piersi, jakby mogła się w nim ukryć przed tym uczuciem. Ciepło po strzale nadal pulsowało gdzieś pod skórą, ale teraz nie było już przyjemne. Było puste. I najgorsze było to, że nie potrafiła przestać nasłuchiwać, czy nie wraca, mimo że była pewna ze on już nie wróci.
| KARTA POSTACI Na szyi nosi szalik z wietrznej włóczki
I swore my loyalty to me, myself, and I moc rangowa |
- Ophelia
- Ifryt

- Posty: 497
- Rodzice: Katana x Lysander De Vill
- Płeć: Samica
- Siła: 7
- Zręczność: 45 (15+30)
- Czujność: 38 (8+30)
- Wiedza: 25
- Życie: 91 (11.02)
- Energia: 40 (11.02)
- Punkty Doświadczenia: 19
- Profesje: Myśliwy [3]
Czytelnia
Stała czując jak jej ciało lekko drży. Zwineła się w kulkę lekko bujając na boki. Tkwiła tak długo. Zdecydowanie za długo jak na wilczycę, która jeszcze przed momentem próbowała zachowywać się spokojnie i rozsądnie. Cisza zaczynała ją boleć. Powietrze pachniało kurzem pergaminów i chłodnym kamieniem, bez śladów Jego zapachu. Nie wrócił. Nadal nie wrócił. Przecież… nawet jej nie znał. Była tylko jakąś ognistą wilczycą, która przyszła zawracać mu głowę. Mądry, chłodny, księżycowy wilk nie miał żadnego powodu, żeby z nią zostać. Powinna to lepiej rozumieć, ale jakos nie mogła. Oczy uporczywie ją piekły. Ophelia wtuliła pysk w łapy, próbując oddychać równo, ale łzy i tak zaczęły kapać na kamień. Czuła się nagle okropnie mała i bezbronna jak porzucone szczenię. A przecież nawet nic się nie wydarzyło. Nie powiedział nic miłego. Nie zrobił nic szczególnego. A jednak jego odejście bolało, jakby straciła coś bardzo ważnego.
— Dlaczego… — mruknęła zdławionym głosem. Bujała się tak w te i we wte, otulona ogonem, aż nagle uniosła głowę. Nie mogła tak po prostu się poddać. Otarła łapą oczy. Rozejrzała się nerwowo po bibliotece. Między zwojami i księgami znalazła wciśnięty w półkę cienki kawałek pergaminu i krótki węgielek do notatek skrybów. Położyła się na brzuchu i długo patrzyła na pustą powierzchnię. Łapy jej drżały. Pochyliła się i bardzo ostrożnie zaczęła pisać, nierówno, z poprawkami, bo kilka razy rozmazały się jej litery od wilgoci na pysku. Zawahała się jeszcze chwilę, po czym dorysowała małe serduszko za swoim imieniem. Przycisnęła pergamin łapą, jakby to był najważniejszy przedmiot na świecie. Pociągneła nosem, wstała i zabrała liścik. Z determinacją ruszyła do wyjścia i wybiegła na zewnatrz.
/zt
— Dlaczego… — mruknęła zdławionym głosem. Bujała się tak w te i we wte, otulona ogonem, aż nagle uniosła głowę. Nie mogła tak po prostu się poddać. Otarła łapą oczy. Rozejrzała się nerwowo po bibliotece. Między zwojami i księgami znalazła wciśnięty w półkę cienki kawałek pergaminu i krótki węgielek do notatek skrybów. Położyła się na brzuchu i długo patrzyła na pustą powierzchnię. Łapy jej drżały. Pochyliła się i bardzo ostrożnie zaczęła pisać, nierówno, z poprawkami, bo kilka razy rozmazały się jej litery od wilgoci na pysku. Zawahała się jeszcze chwilę, po czym dorysowała małe serduszko za swoim imieniem. Przycisnęła pergamin łapą, jakby to był najważniejszy przedmiot na świecie. Pociągneła nosem, wstała i zabrała liścik. Z determinacją ruszyła do wyjścia i wybiegła na zewnatrz.
/zt
| KARTA POSTACI Na szyi nosi szalik z wietrznej włóczki
I swore my loyalty to me, myself, and I moc rangowa |





