Wraz z mijającymi godzinami ciszy i szelestu przewracanych stron, Ezayra czuła, że z każdą chwilą pochłania coraz więcej... i rozumie coraz mniej. Leczenie ziółkami — proste, konkretne, czasem wymagające ostrożności, ale logiczne. Cień – chaos. Cień nie działał według logiki. Nie znał ziół, nie rozpoznawał porządku, nie reagował na dotyk. A jednak żył w niej, jak pasożyt. Nagle, jakby przyciągnięta przeczuciem, zaczęła wertować inne półki. Nie te o leczeniu ran czy gorączki, lecz te głębiej schowane, zakurzone, o magii, duchowości, starych wierzeniach. Gdzieś w nich musiała znaleźć choć ślad tego, czym była... albo kim był... Cień. Jej łapa zatrzymała się na ciężkim tomie bez tytułu. Z jego wnętrza wystawał naderwany pergamin, jakby ktoś go porzucił w pośpiechu. Ostrożnie otworzyła książkę. Tekst był gęsty, miejscami wyblakły, ale dało się odczytać fragmenty: "Nie każdy mrok jest przekleństwem, nie każdy cień jest obcym. Bywają dusze rozdarte, scalone z czymś... niepojętym." Ezayra przełknęła ślinę, czując, jak ogon drga niespokojnie. Przewracała kolejne strony, wyłapując słowa-klucze: symbioza, przepędzenie, ofiara, rozdzielenie. Niektóre teksty zdawały się sugerować, że możliwe jest "oddzielenie" Cienia od wilka, ale wiązało się to z ogromnym ryzykiem. W innych wspominano o "oswojeniu" Cienia — o nauczeniu się życia z nim, jako sojusznikiem. Ale żadna z opcji nie brzmiała łatwo. Wszystkie brzmiały boleśnie. Czy była gotowa się tego podjąć? Ezayra westchnęła, zgarbiła się lekko, kładąc łapę na marginesie jednej z kart. „Nie każdy cień jest obcym.” Ale przecież Cień... był. Obcy. Przerażający. Niezrozumiały. A jednak... był z nią tak długo, że nie potrafiła przypomnieć sobie siebie bez niego. Czy dało się naprawdę oddzielić ich całkowicie? Zamknęła na chwilę oczy. Czuła ciężar tej myśli. Ciężar, którego nie dało się zrzucić jak książki z półki. Ale może... nie musiała jeszcze wiedzieć wszystkiego. Jest młoda, ma jeszcze czas?