Lodowa Tajga
: 25 sty 2026, 23:21
Oczy powolnie obróciły się w stronę pola bitwy, gdy sierść na cielsku jeszcze poruszała się po upadku. Miał wrażenie, że jego zaszklone od bólu ślepia były lustrem dla tego historycznego wydarzenia i zapisały w nim samym ważne strony. A przecież do tej pory nie zdążył zużyć jeszcze zbyt wiele atramentu.
Jej dotyk był jednocześnie kojący i bolesny, ale Zuma zaciskał żuchwę, głównie po to, by z pyska nie wypadły mu te wszystkie przekleństwa, które obecnie rywalizowały o największą liczbę użyć. Odetchnął tylko i wyartykułował jedno z nich z krótkim sapnięciem, kiedy dała mu spokój. Zerknął jak odchodzi i przekrzywił tylko łeb widząc jak zbiera rośliny. A potem rozkłada te same rośliny w dziwnym kręgu. Zatrzepał uszami.
— Co Ty robisz? — zapytał, aż zachciało mu się znowu dźwigać na łapach, teraz już nawet częściowo ignorując ból. — Jak to ma pomóc w czymkolwiek? — zapytał.
Dotknęła go, a z pyska zaczęły ulatywać słowa i westchnienia, których nie sposób było słyszeć wcześniej. Milczał, chociaż teraz do końca nie był pewien co to za zabiegi. Kiedyś wspomniała mu o leczeniu, ale było to za krótko, żeby mógł jakkolwiek wyobrazić sobie więcej. Czekał więc i wraz z czasem czuł ciepło i miał wrażenie jak dźwięki otulają go całego. Dzięki temu wpadął w jakiegoś rodzaju trans, aż przymykały mu się ślepia. Nastała błogość, w której zapominał o bólu i czuł jak ciało staje się ciężkie, jak wtedy gdy w końcu kładł się po przebyciu wielu kilometrów.
Dopiero jej standardowy ton wyprowadził go z tego stanu. Otworzył szeroko ślepia i spojrzał na siebie w dół, zastanawiając się, co też się właśnie stało, a potem na nią. Później na wypalony i skruszony krąg roślin, a później znowu na nią.
— Jak to zrobiłaś? — zapytał po prostu trwając jeszcze w półszoku. — Dziękuję. — powiedział i wyciągnął łeb w stronę czarnych płomieni, chcąc wtulić się w Żyletę jak w matkę. Był jej nieewątpliwie wdzięczny, ale zamiast ciała poczuł tylko jak drgająca energia otacza mu łeb. Cofnął go więc i po chwili wstał.
Podszedł powoli do mamuta, jakby wciąż zastanawiał się czy za chwilę nie wstanie. Nawarczał na niego ostrzegawczo, podchodząc na ugiętych łapach, jakby w zwolnionym tempie. W końcu, będąc już blisko, zaatakował zwierzę kłami i złapał za kawałek skóry. Warcząc o wiele za bardzo zajadle — tak w ramach zemsty — wyrwał zwierzęciu kępkę sierści i wypluł ją na śnieg.
— Dobrze Ci tak. — mruknął i schował sobie sierść na pamiątkę. Potem odwrócił się i tylnymi łapami jeszcze pokopał do tyłu, jakby chciał ukryć zapach własnych odchodów i zaraz potem odszedł.
/ zbieractwo osobiste — 1x sierść
Jej dotyk był jednocześnie kojący i bolesny, ale Zuma zaciskał żuchwę, głównie po to, by z pyska nie wypadły mu te wszystkie przekleństwa, które obecnie rywalizowały o największą liczbę użyć. Odetchnął tylko i wyartykułował jedno z nich z krótkim sapnięciem, kiedy dała mu spokój. Zerknął jak odchodzi i przekrzywił tylko łeb widząc jak zbiera rośliny. A potem rozkłada te same rośliny w dziwnym kręgu. Zatrzepał uszami.
— Co Ty robisz? — zapytał, aż zachciało mu się znowu dźwigać na łapach, teraz już nawet częściowo ignorując ból. — Jak to ma pomóc w czymkolwiek? — zapytał.
Dotknęła go, a z pyska zaczęły ulatywać słowa i westchnienia, których nie sposób było słyszeć wcześniej. Milczał, chociaż teraz do końca nie był pewien co to za zabiegi. Kiedyś wspomniała mu o leczeniu, ale było to za krótko, żeby mógł jakkolwiek wyobrazić sobie więcej. Czekał więc i wraz z czasem czuł ciepło i miał wrażenie jak dźwięki otulają go całego. Dzięki temu wpadął w jakiegoś rodzaju trans, aż przymykały mu się ślepia. Nastała błogość, w której zapominał o bólu i czuł jak ciało staje się ciężkie, jak wtedy gdy w końcu kładł się po przebyciu wielu kilometrów.
Dopiero jej standardowy ton wyprowadził go z tego stanu. Otworzył szeroko ślepia i spojrzał na siebie w dół, zastanawiając się, co też się właśnie stało, a potem na nią. Później na wypalony i skruszony krąg roślin, a później znowu na nią.
— Jak to zrobiłaś? — zapytał po prostu trwając jeszcze w półszoku. — Dziękuję. — powiedział i wyciągnął łeb w stronę czarnych płomieni, chcąc wtulić się w Żyletę jak w matkę. Był jej nieewątpliwie wdzięczny, ale zamiast ciała poczuł tylko jak drgająca energia otacza mu łeb. Cofnął go więc i po chwili wstał.
Podszedł powoli do mamuta, jakby wciąż zastanawiał się czy za chwilę nie wstanie. Nawarczał na niego ostrzegawczo, podchodząc na ugiętych łapach, jakby w zwolnionym tempie. W końcu, będąc już blisko, zaatakował zwierzę kłami i złapał za kawałek skóry. Warcząc o wiele za bardzo zajadle — tak w ramach zemsty — wyrwał zwierzęciu kępkę sierści i wypluł ją na śnieg.
— Dobrze Ci tak. — mruknął i schował sobie sierść na pamiątkę. Potem odwrócił się i tylnymi łapami jeszcze pokopał do tyłu, jakby chciał ukryć zapach własnych odchodów i zaraz potem odszedł.
/ zbieractwo osobiste — 1x sierść