Strona 5 z 12

Zgliszcza leśnego baru

: 31 paź 2025, 0:00
autor: Mistrz Gry
Obrazek Święto Duchów
Późnym wieczorem, wśród jesiennej mgły, blade cienie przesuwały się pomiędzy drzewami. Na początku zdawało się, że to tylko biała zwierzyna, przemykająca pod osłoną nocy w poszukiwaniu lepszego żerowiska
Stuk, stuk, stuk, szur, szur, szur. Trzask łamanych gałęzi i chlupot rozbryzgiwanej kałuży. Las pojękiwał, gdy kolejne białe smugi przemykały między drzewami. Z czasem stało się jasne, że to nie renifery były przyczyną tych dźwięków, aż w końcu dołączyła do nich osobliwa melodia. Hipnotyzowała, a jednocześnie wywoływała dreszcze, ściągając ciekawskich w jedno miejsce.
Leśny Bar, w kondycji tak znakomitej, że najstarsze wilki poczułyby się tutaj młodo, wyrastał na zgliszczach. Drzwi do niego niemal się nie zamykały, gdy przez jego progi przechodziły… Duchy. Wilki całe. Wilki z głębokimi ranami, z przegryzionymi szyjami. Takie, których ciała drwiły z anatomii. Były też oskórowane osobniki oraz te pozbawione różnych kończyn. Widać było tu nawet szczenięta, które biegały śmiejąc się, ganiając i walcząc na niby, by sprawdzić swoje umiejętności.
Święto Duchów właśnie się rozpoczynało: przy wtórze kościanej kapeli, złożonej z obgryzionych z mięsa topielców. Na stole poszczękiwały kufle, w powietrzu unosił się zapach doskonale przyrządzonego mięsa. Zabawę czas zacząć!
Obrazek

Zgliszcza leśnego baru

: 31 paź 2025, 11:04
autor: Aci Intiqam
Siedział sobie przy barze i pił chłodnego (jak jego ciało, hehe) browarka. Uwielbiał ten dzień; uwielbial, że mógł w koncu coś wypić, a napój nie przelatywał przez niego. Co prawda wyglądał nieco makabrycznie, poobijany, poraniony, poszarpany, gdzieniegdzie sterczała jakaś wyłamana kość, na której zbierały się resztki mięsa. Cóż, umarł raczej traficznie — i zachował się w dokładnie takim stanie. Pogruchotany przez Wielkiego Ognistego Niedźwiedzia.

/ jakby ktoś miał ochotę na PD, zapraszam na drinka ♥

Zgliszcza leśnego baru

: 31 paź 2025, 11:29
autor: Phobos
A on sobie tańczył na parkiecie, bo czemu nie?

/jw.

Zgliszcza leśnego baru

: 31 paź 2025, 11:30
autor: Volamena
Volamena natomiast szukała kogoś, z kim mogłaby pogadać o... o... o wszystkim, najlepiej!

/ i tutaj też, zapraszam

Zgliszcza leśnego baru

: 31 paź 2025, 11:33
autor: Persefona
Sama tak do końca nie pamiętała, gdzie i w jakich okolicznościach usłyszała pogłoski o tym miejscu. Może przypadkiem podsłuchała rozmowę służących na zamkowych korytarzach. Albo mówiła o tym jakaś przekupka w porcie, czy podchmielony marynarz, któremu zebrało się na snucie opowieści. Jednakże to, co wówczas usłyszała zdecydowanie ją zainteresowało. Porzucony, zniszczony bar w środku lasu, który na jedną noc stawał się zupełnie jak nowy. Tylko po to, by odwiedziły go jakże nietypowi goście. Duchy. Które w tę jedną noc każdy choćby najzwyklejszy wilk mógł ujrzeć, a także, co najważniejsze, również usłyszeć.
Nic więc dziwnego, że postanowiła to sprawdzić.
Poprzedniego dnia spędziła chwilę na dokładnym przestudiowaniu mapy, by jak najlepiej zapamiętać drogę. A potem po cichu wymknęła się w środku nocy, starając się jak tylko mogła, by nie obudzić siostry. Zarzuciła na siebie płaszcz, tym razem postanawiając skryć rude utro pod kapturem. Na wszelki wypadek, gdyby ktoś ją zobaczył. Wolałaby jednak uniknąć ciekawskiego wzroku. Wymykanie się w środku nocy mimo wszystko było czynnością, która mogła wzbudzić nieszczególnie pozytywne domysły. Następnie opuściła zamek i udała się w tamtą stronę, kilkukrotnie spoglądając odruchowo przez ramię, by się upewnić, czy nikt nie idzie za nią.
Miała wrażenie, że las uległ jakiejś zmianie. Atmosfera stała się dziwnie gęsta, jakby coś niepokojącego wisiało w powietrzu. Nie wspominając już o rozlegających się zewsząd dziwnych dźwięków, które sprawiały, że aż sierść się jeżyła. Miała również nieprzyjemne wrażenie bycia obserwowaną, które starała się ignorować. Kilkukrotnie nawet miała ochotę zawrócić, lecz mimo to uparcie brnęła dalej.
Wreszcie dotarła na miejsce. I na własne oczy przekonała się, że plotki były prawdziwe. Wokół baru aż roiło się od przejrzystych zjaw, które zmierzały w stronę drzwi do budynku. Jedne wyglądały całkiem zwyczajnie. Inne były naprawdę przerażające, powykrzywiane i poranione. Były nawet i szczenięta, bawiące się beztrosko, jakby wcale nieświadome tego, że już od dawna pożegnały się z życiem.
Ruszyła nieśpiesznie w stronę wejścia, naciągając nieco bardziej kaptur tak czysto odruchowo. Starała się ignorować zaciekawione spojrzenia rzucane jej przez duchy, choć sama rozglądała się dookoła z niespokojnym zaciekawieniem.
Ostatecznie zasiadła gdzieś w kącie z kuflem smakowicie doprawionego grzańca, przodem do wejścia. I tam trwała tak w milczeniu, obserwując zbieraninę duchów. Dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, iż tak naprawdę nie miała żadnego planu, co robić dalej. Po prostu chciała sprawdzić, czy w pogłoskach było ziarnko prawdy. Siedziała więc tak, bezwiednie obserwując nietypowych gości.
Złapała się na tym, że zawieszała wzrok na sylwetkach wilczyc, szukając znajomych rysów pyska. Czy to w ogóle możliwe, że Esmeralda także dziś tu zagości, zamiast nawiedzać zamkowe korytarze? Nie była tego pewna. Jednakże skłamałaby twierdząc, iż skrycie na to nie liczyła.

Zgliszcza leśnego baru

: 31 paź 2025, 12:18
autor: Esmeralda
Esmeralda zaś natrafiła na to miejsce przez czysty przypadek. Mogła podsłuchać ploteczek marynarzy albo dwórek, a jakże, w końcu i tak nikt by jej nie zauważył, jednak tym razem zawiniła zwykła koincydencja. W borze dostrzegła obecność istot podobnych do niej, które zlatują się do jednego konkretnego miejsca, jak się okazało — do zgliszczy leśnego baru. Kierowana zwykłą ciekawością, która ostała się w resztkach jej jestestwa, podążyła za duchami. Wleciała przez otwarte na oścież drzwi i rozejrzała się po pomieszczeniu. Oprócz niej znajdowały się tu jeszcze trzy inne zjawy — dwóch samców, w tym jednego strasznie pokiereszowanego i jednej samicy. Szkoda, że nie wiedziała jeszcze, że miały wspólnego wroga. Zaraz, zaraz. Ten pokiereszowany normalnie... trzymał kufel i pił piwo? Niemożliwe. Znalazła się bliżej lady, barman rzucił na nią okiem i bez słowa podał jej kieliszek z winem. Nieufnie wyciągnęła półprzezroczystą łapę, sądząc, że ta przeleci przez szkło, ale o dziwo ta trąciła je, a ciecz w środku zakołysała się wesoło. Klasnęła w łapy, śmiejąc się w głos. No tak, dzisiaj wszystko mogło być odrealnione. Uniosła kielich i wlała w siebie duszkiem (inside joke) całą zawartość, rozkoszując się zapomnianym smakiem. Nie sądziła, że alkohol może być tak pyszny, nawet taki cienkusz jak ten. W tle grała kościana kapela, ganiały się szczenięta, które jeszcze nie zaznały goryczy tego świata, ktoś nawet tańczył na parkiecie. Ciekawe, czy magia dzialała tylko na terenie karczmy, czy może też w całej krainie? Później jej uwagę przykuła sylwetka zakapturzonej wadery, która wcale nie wyglądała na zmarłą. Siedziała w kącie i sączyła grzańca. Może się do niej przysiądzie? I tak nie miała nic ciekawszego do roboty. Póki co. Zasiadła na taborecie tuż obok niej, tocząc mętnym spojrzeniem po rudych łapach i kawałku pyska, wystającym spod kaptura. Zaraz, zaraz.
Persefona? — zapytała niepewnie. Ostatni raz widziała ją i jej siostrę gdy jeszcze były nieporadnymi szczeniętami, mogła się mylić. Minęło dużo czasu.

Zgliszcza leśnego baru

: 31 paź 2025, 23:16
autor: Persefona
Przez dłuższy czas tak siedziała, powoli sącząc gorący trunek i rozglądając się po wnętrzu baru. O ile początkowo widok tych wszystkich zjaw aż jeżył jej włos na grzbiecie, tak teraz po dłuższej chwili zaczynała się do nich przyzwyczajać. Niepokój gdzieś uciekł, zastąpiony zaciekawieniem. Zdecydowanie zaintrygował ją fakt, iż duchy bez większych przeszkód otwierały drzwi, przesuwały krzesła, czy popijały z kieliszków. Najwyraźniej w plotkach rzeczywiście było sporo prawdy i dzisiejszej nocy działo się coś niezwykłego. Granica między światami żywych i umarłych stała się dużo cieńsza, pozwalając tym pierwszym zajrzeć za oddzielającą je zasłonę. A widać także i nieboszczyki sporo na tym zyskiwały.
Jednakże tym, co najbardziej rzucało się w oczy — a właściwie to w uszy — był fakt, iż doskonale wszystko słyszała. Wewnątrz baru panował gwar, jakby wypełniony był po brzegi całkiem żywymi gośćmi. Słyszała urywki prowadzonych rozmów, śmiech szalejących szczeniąt, także i muzykę graną przez upiorną kapelę. Dawało jej to pewną nadzieję.
Oczywiście, że zauważyła, jak jeden z duchów zmierza w jej stronę. Podejrzewała, iż prędzej czy później ktoś zainteresuje się w końcu jedynym żywym gościem, zwłaszcza takim będącym młodą wilczycą odwiedzającą samotnie zrujnowane bary w środku nocy. Utkwiła więc w nim spojrzenie.
I zdecydowanie nie mogła oprzeć się wrażeniu, że zjawa wygląda bardzo znajomo. Co prawda jakaś część jej osoby zdawała się wręcz krzyczeć, by nie robiła sobie nadziei. To przecież mało prawdopodobne, by spotkała tu dziś byłą opiekunkę, być może po prostu umysł postanowił spłatać jej figla. Może widziała to, co chciała widzieć. Jednakże gdzieś w głębi duszy doskonale wiedziała. Nie mogła się pomylić.
A gdy duch wreszcie się odezwał, wszelkie wątpliwości odeszły w niepamięć. O ile oczy mogły ją zwodzić, to niemożliwe było, by pomyliła z czymkolwiek jej głos. Ten sam, za którym tak bardzo tęskniła. Poczuła, jak zalewa ją ogromna fala wzruszenia a kąciki oczu wilgotnieją.
Esmeraldo, to naprawdę ty! — wykrzyknęła, z nadmiaru emocji zapominając o wszelkich grzecznościowych zwrotach. Szybkim ruchem zrzuciła kaptur, odsłaniając resztę swego oblicza. Oczywiście, że wydoroślała odkąd widziały się po raz ostatni. Nie była już szczenięciem. Nie tylko zresztą urosła, nabrała także ogłady i elegancji, godnych młodej damy. Jednakże oczy, teraz wielkie i wilgotne jak wtedy, gdy widziała ją po raz ostatni, pozostały niezmienne. — Tęskniłam — dodała ciszej.

Zgliszcza leśnego baru

: 31 paź 2025, 23:49
autor: Esmeralda
Kiedy Persefona zrzuciła z łba kaptur, a później się odezwała, radośnie krzycząc jej imię, które już niemalże zapomniała w odmętach czasu, poznała ją natychmiast. Miała identyczny kolor futra, który tak dobrze zapamiętała, podobne rysy pyska, no i też oczy, które przypominały jej o pewnej personie, jednak u niej nabierały zupełnie innej barwy — szlachetnej, dostojnej, utęsknionej. Zresztą, cała zdawała się taka być. Maniery, które jej wpoiła za młodu, przynosiły wymierne rezultaty, teraz wyglądała jak dobrze urodzona Potępiona, a nie podrzutek, znaleziony w szmatach i przekazany przez barmana w zamkowej garkuchni. Lico zmarłej wykrzywiło się w pokracznym uśmiechu. Esmeralda chciała odruchowo ją przytulić, jednak w ostatniej chwili powstrzymała się. Wiedziała, że dzisiejszej nocy może to zrobić, jednak nie wiedziała, co może odczuć młoda adeptka. Nie była już ciepłą, żywą istotą, a taki gest mógłby wywołać szereg nieprzyjemnych odczuć, jak choćby chłód, wstręt, odrazę, wywołać odrażające myśli, które możnaby było przyrównać do jedzenia wijących się robaków, albo zanurzania się w gnojówce. Oczywiście to były tylko jej luźne hipotezy, nie mniej jednak nie chciała ich sprawdzać, przekonywać się, że jest inaczej. W innym przypadku Persefona mogłaby zatracić obraz opiekunki, którą zapamiętała przed laty i zastąpić go zgoła czym innym, ponurym i odpychającym.
Wydoroślałaś. I wypiękniałaś. — starała się mówić jak najbardziej łagodnie, choć było to dość wymagającym wyzwaniem. W niektórych momentach zakradały się tony typowe dla zjaw. Ale tego już nie mogła zniwelować. — Gdzie twoja siostra? — zapytała, bowiem widziała, że nie było jej dziś wśród gości zniszczonej karczmy.

Zgliszcza leśnego baru

: 01 lis 2025, 0:30
autor: Kaimler
Im dłużej dzierżył w swoich łapach koronę klanu, tym więcej niecodziennych rzeczy działo się dookoła niego. Zaczął zauważać i — co gorsza — słyszeć więcej niż chciałby słyszeć. Do tej pory wystarczyło mu towarzystwo własnych myśli, które czasem były i tak nader nieznośne.
Doskonale pamiętał, że na zgliszczach leśnego baru w tym przejściowym okresie między jesienią i zimą działy się równie dziwne rzeczy. Wszedł więc do baru i już od progu usłyszał zamieszanie. Zatrzymał się i zauważył scenę, która do standardowych na pewno nie należała. Zastrzygł jedynie uchem i zerknął na jednego z duchów, który wnikliwie przyglądał mu się, zawisając w powietrzu tuż obok.
— Zjeżdżaj.. — mruknął pod nosem i oddalił się od wejścia, by zająć gdzieś miejsce. Sądził jednak, że szybko tego pożałuje, z całą sympatią do duchów na jaką potrafił się zdobyć, czyli prawie żadną. Przysiadł na stołku, obserwując martwe towarzystwo. Jednak nie tylko, bo był tu też ktoś żywy i całkiem znajomy, rozmawiającym z nieżywym i również znajomym. Przekrzywił pysk na bok.
— A to Ci niespodzianka. — mruknął znów do siebie, zawijając koniec ogona dookola nogi stołka.

Zgliszcza leśnego baru

: 01 lis 2025, 0:32
autor: Vaella
Vaella przyszła aż tutaj. Na terenach niczyich był jednak większy wybór roślin niż na zamglonych i zgniłych terenach klanu. Była do nich bardzo przywiązana, jednak nie mogła ograniczać się do bycia tylko tam.
Szła więc przez las, a mgła pod jej łapami była odrobinę cięższa niż ta, która przebywała w calym lesie.
Weszła do baru i wzrokiem zmierzyła wszystkich poogryzanych topielców. Zdecydowała się usiąść przy barze i zamówiła sok.

Zgliszcza leśnego baru

: 01 lis 2025, 0:41
autor: Zuma
Dzisiejszy dzień był dziwny od rana. Przyzwyczaił się już co prawda do absurdów, ale wciąż zastanawiał się jakich to absurdów jeszcze nie poznał. Postanowił wybrać się na wycieczkę, bo skoro po terenach klanu chodzi bestia, może dobrym sposobem by nie ryzykować było oddalić się stamtąd na... jakiś czas.
Szedł tam, gdzie słyszał dźwięki i tym razem nie było to jojczenie żadnej bestii, którą nasłał na nich w ramach łaski jeden z bogów. Wszedł do baru i podniósł oba łuki brwiowe widząc to widowisko.
— Zwariowałem, na pewno zwariowałem. — powiedział do siebie, ale nie silil się juz nawet na zdziwiony ton. Rozejrzał się. Dostrzegł wilka na końcu baru, który siedział z piwem i poszedł tam.
— Ave, co to za zgromadzenie? — zapytal Aci Intiqam, przysiadając się. — Co pijesz? — zapytał wprost, zaglądając mu prawie że do kufla.

Zgliszcza leśnego baru

: 01 lis 2025, 0:52
autor: Lakańa
Lakańa usłyszała, że coś dzieje się w puszczy, tej dla wszystkich. Pobiegła więc w tamtą stronę i zwolniła kawałek przed barem, zastanawiając się o co chodzi. Nigdy nie zapuszczała się tutaj sama, a atmosfera była conajmniej... dziwna?
Weszła za próg i wzdrygnęła się lekko. Ci wszyscy martwi mogliby wyglądać jakoś lepiej. Rozejrzała się i znalazła kogoś, kto wyglądał przystępnie i miło.
— Ane Varoi, jestem Lakana. — przedstawiła się, przysiadając do Volameny.

Zgliszcza leśnego baru

: 01 lis 2025, 10:14
autor: Aci Intiqam
Obserwował leniwie, jak przez bar widmo przewijają się kolejni — zarówno ci żywi, jak i ci nieco mniej. Poruszył leniwie na wpół istniejącym, a nawpół rozerwanym na strzępy uchem, kiedy usłyszał jakiś głos. Powitanie. Rozejrzał się. No masz ci los, musiał być jego adresatem. Uśmiechnął się odrobinę koszmarnie, bo ubytek tkanki nad górną wargą sprawiał, iż uśmiech był odrobinkę bardziej wyrazisty, niż zazwyczaj. I chociaż Aci zdecydowanie nie zamierzał nikogo straszyć, nie było jego winą, iż Misiek nieco go poturbował.
Salve. A takie tam, spotkanie żywych z umarłymi — odparł. Czyli to prawda. Dzisiaj żywi ich widzą, być może nawet słyszą — czego potwierdzenie miało zaraz nadejść. W końcu pokazywanie mordy było możliwe i bez specjalnej okazji, ale... cholera, kiedy on ostatnio pil piwo?! — Zwykłe piwo. Pojęcia nie masz, jak po śmierci tęsknimy za tym, co tak boleśnie przyziemne — parsknął, jakby opowiedział właśnie przedni żart, ale nie wypadało mu się nazbyt roześmiać. — Aci Intiqam. Średnio żywy Ognisty.

Zuma

Zgliszcza leśnego baru

: 01 lis 2025, 10:26
autor: Volamena
Lakańa pisze: Lakańa usłyszała, że coś dzieje się w puszczy, tej dla wszystkich. Pobiegła więc w tamtą stronę i zwolniła kawałek przed barem, zastanawiając się o co chodzi. Nigdy nie zapuszczała się tutaj sama, a atmosfera była conajmniej... dziwna?
Weszła za próg i wzdrygnęła się lekko. Ci wszyscy martwi mogliby wyglądać jakoś lepiej. Rozejrzała się i znalazła kogoś, kto wyglądał przystępnie i miło.
— Ane Varoi, jestem Lakana. — przedstawiła się, przysiadając do Volameny.
Volamena natomiast wyglądała niemal tak samo, jak za życia (poza tym, że nie była żywa, oczywiście). Jedynie oczy miała odrobinę bardziej wyłupiaste, jakby przerażone — całkiem tak, jakby przed śmiercią zobaczyła coś, co naprawdę nią poruszyło, spędzając sen (a raczej wpędzając w sen wieczny) już na zawsze. Uśmiechnęla się uprzejmie, kiedy jakaś wilczyca zajęła miejsce obok niej! Super. Klasnęła w widmowe łapy!
Jak to dobrze z kimś porozmawiać! Muszę przyznać, że towarzystwo w zaświatach jest nieco mało... żywotne, ha, jeśli wiesz, co mam na myśli! — zaczęła, szturchając Lakanę łokciem, jakby domagając się aprobaty wobec swojego super świetnego ekstra śmiesznego i kozacko epickiego żartu! — Mówisz do takich, a oni nic, jakby im śmierć nie tylko życie, ale i sluch wyrwała, bez sensu kompletnie. I na domiar nikogo znajomego, nawet Alex jakoś się miga od śmierci, bezczelny, skazał mnie na gryzienie gleby, a tymczasem sam się miga. No powiedz mi, czy na tym polega miłość, że wysyłasz kogoś na śmierć, a potem o nim zapominasz? Ba, podobno sobie nową babę znalazł i to krótko po tym, jak wyzionęłam ducha! Pewnie nawet nie zdążyłam ostygnąć, chociaż... wrzucili mnie do jakiejś rzeki, to chyba wpływa jakoś na tempo ochładzania ciała, jak sądzisz? Ach, no i w ogóle, jestem Volamena, pewnie o mnie nawet nie slyszałaś, bo po co się przyznawać, że ma się kogoś takiego na sumieniu. Byłaś już w tej głupiej komnacie u tych głupich Potępieńców? Mają lustra, przez które kompletnie ci odbija. A Alex, idiota, zamiast mi pomóc to... podrywał inną dupę! I to Potępioną! Dobrze, że zdechłam, bo przynajmniej nie musiałam na to patrzeć — zaśmiała się gorzko. — Strasznie mi zaschło w gardle. Zapomniałam już jakie to uczucie, barman! BARMAN! KOMU TRZEBA SIĘ ODDAĆ, ŻEBY CIĘ OBSLUŻONO W TEJ ZAPIZIAŁEJ MELINIE?!! — zaczęła się wydzierać, waląc łapą w blat w ponaglającym geście. Rozejrzała się po barze i...
KAMUL! Cholerne seksowny, jak zawsze! Tęskniłeś za mną, prawda? Bardziej niż za tamtą karlicą, co nie? — zawołała. Nawet zaczęła do niego machać, bo cholera wie, czy Potępieniec był w stanie ją zauważyć!

Zgliszcza leśnego baru

: 01 lis 2025, 15:33
autor: Lakańa
Czy Lakańa spodziewała się, że duch będzie aż tak...żywy? Uśmiechnęła się do wilczycy niemrawo i nawet otworzyła pysk, żeby spróbować jej cokolwiek odpowiedzieć. Potok słów jednak wylewał jej się z pyska, więc Gwiazdka zamknęła swój i tylko potakiwała. Nawet jeśli duch ruszył łapą, żeby ją szturchnąć, Lakana nic nie poczuła, nawet muśnięcia powietrza, bo niematerialny byt przeleciał przez jej ciało zatapiając się w nim na chwilę. W akompaniamencie słów, który wciąż nawiedział jej uszy, podniosła pysk i patrzyła na ducha z ciekawością, choć jej część musiała być udawana. Było coś o potępionych i o lusterkach, ale nie miała czasu zastanowić się nad niczym. Miała wrażenie, że Volamena opowiedziała jej właśnie całą historię swojego życia i w międzyczasie zerknęła tylko w bok, kiedy usłyszała znajome imię.. A przyajmniej takie miała wrażenia.
— Zaraz, czekaj. znasz Alexa? To ten wilk z niebieskimi oczami i w biało-brązowym kolorze? — zapytała, upewniając się, że to na pewno chodzi o niego. Ale nie była pewna, że dosłyszała, bo wciąż paplała jak najęta, a potem nawet zaczęła krzyczeć, na co Lakana schowała połowę pyska pod łapą.
Potem odwróciła się w stronę wilka, do którego, jak jej się wydawało machała niematerialna wilczyca. Uśmiechnęła się oczami w tamtą stronę, ale nic nie powiedziała. Kojarzyła go, kiedyś grali razem u tego tęczowego wilka i wyciągali sobie ze stóp klocki lego.
— To tamten czarny z grzywką? — zapytała dla pewności, kogo Volamena nazywała "Kamulem". Zastrzygła jedynie uszami, zastanawiając się jak wyglądała karlica.

Zgliszcza leśnego baru

: 01 lis 2025, 15:41
autor: Zuma
Przyglądał się umarłemu z ciekawością i zastanawiał się jak oni mogli się poruszać i mówić w normalny sposób, skoro nie mieli połowy wargi. Wyobrażał sobie jakby mówił, gdyby sam tak właśnie wyglądał. Nawet próbował udawać, że nie ma połowy górnej wargi, próbując podnieść ją wyżej niż trzeba. Po chwili jednak zrezygnował, wracając do normalnego wyrazu pyska.
— Piwo. — powiedział krótko i potrzepał oklapłymi uszami. — Nie piłem jeszcze piwa. Nazywam się Zuma. — również przedstawił się panu duchowi.

Aci Intiqam

Zgliszcza leśnego baru

: 01 lis 2025, 16:03
autor: Varjo
Przyszedł za duchami, które snuły się po lesie. Był to niecodzienny widok, jednak Varjo wiele razy słyszał o nocy, w czasie której ci, którzy zmarli potrafili wrócić, by załatwić swoje sprawy w Wilczej Krainie. Jego żołądek zacisnął się, gdy jego myśli pogalopowały w jednym kierunku: to była szansa, by sprawdzić czy Laahaí nie dołączyła...
Potrząsnął łbem. Nie wyobrażał sobie życia bez nadziei, że jeszcze kiedykolwiek będzie mógł ją przytulić i poczuć jej zapach inaczej, niż za pomocą remedium
Wszedł do baru, w którym tłoczyło się wiele wilków, po czym rozejrzał się wcale nie chcąc znajdować tu partnerki, a zarazem tak bardzo chcąc ją w ogóle odnaleźć.

Zgliszcza leśnego baru

: 01 lis 2025, 16:45
autor: Volamena
Tak się zakręciła w tym, co sobie tam gawędziła, że kompletnie pogubiła wątki... z pięć razy. Dlatego troszkę nie zrozumiała, o co pyta Lakańa. Przekręciła lekko mordę i powiodła za spojrzeniem Naturzystki w stronę Kaimlera. A wcześniej pytała o jakiegoś biało-brązowego wilka. Kompletnie się zgubiła. Patrzyła więc przez krótki moment z tępą miną, aż w końcu uśmiechnęła się szeroko i walnęła łapą w blat, wydając pyskiem dźwięk podobny do tego, który może się kojarzyć z błędną odpowiedzią w teleturnieju.
Źle! Alex to taki... szaraczek. No, przynajmniej ten MÓJ Alex, chociaż nie wiem, na ile był mój, bo chyba jednak wcale nie był. Ale wiesz co, uwielbiałam spędzać z nim czas. Na lodowisku na przykład. Ale jakoś zawsze pojawiała się ta taka czarna łajza i psuła nam zabawę, wtedy w tej komnacie z tymi szalonymi lustrami... też ja pamiętam, te jej ciemnobrązowe oczy, brrr. Ale sama nie wiem, co mnie wkurzyło bardziej, że się pojawiła, czy że sobie z nim gadała, zamiast pozwolić mu skupić sie na mnie. A w ogóle to ten cały Kamul to też menda jest, najpierw miły, niby się uśmiechał, a potem "zabierz do luster". Kamul i ten drugi, ale tamtego nawet nie pamiętam, bo wiesz, dzielna byłam i w ogóle, ale ten frajer zaczął mi normalnie zżerać krew. No pojebany jakiś. Ach, Kamul, tak, to tamten czarny z grzywką. No i jak się na takiego gniewać, spójrz, jaki ma śliczny pyszczek, nic tylko całować — zachichotała niczym zawstydzona nastolatka.

Zgliszcza leśnego baru

: 01 lis 2025, 16:52
autor: Aci Intiqam
Zmierzył sobie Zumę z góry na dól, być może określając, w jakim byl wieku i na ile może mu pozwolić. Z drugiej strony nie jego problem, skoro puszczają gówniarzy samopas, to co on ma się w nianię bawic? Zresztą był Cienistym, te mendy od Chaosa dawno już tego dzieciaka zdemoralizowały w takim stopniu, jaki się biednego Ognistemu nie śnił. Napił sie jeszcze, przechylając mocno kufel. A że pod mordą też miał dziurę, to sobie to piwo bezczelnie wyciekło — na szczęście niecałe, a i smak na jęzorze pozostał. Zresztą młody powiedział, że nie pił piwa, nie alkoholu — więc pewnie gorsze płynne gówna już miał w mordzie, biedaczysko.
Nic nadzwyczajnego, ale mimo to — tęskniłem — przyznał, po czym zgarnął po prostu kolejny kufel i podstawił Cienistemu pod pysk. Niech sobie dzieciak poużywa, jak ma ochotę, czemu nie? — Na zdrowie, Zuma. Jak tam się w Cieniu żyje, hę? — spytał, uśmiechając się do niego odrobinkę upiornie.

Zgliszcza leśnego baru

: 01 lis 2025, 20:33
autor: Varjo
Choć wytężał wzrok i nasłuchiwał swoimi sporymi uszami, nie mógł nigdzie zlokalizować Laahaí. Usłyszał za to głos córki, która najwyraźniej z kimś się zagadała. Varjo postanowił więc zostawić Lakańę w spokoju. Podszedł do baru, zamówił zwykłą wodę, po czym usiadł, nadal rozglądając się uważnie.