Czy drążenie tematu relacji Jaskra z Nifret i jej dziećmi było bez sensu? Cóż, z początku sądził, że nie i rozmowa na ten temat zmieni coś w postawie brata ale im więcej słów zostało wypowiedziane tym bardziej zaczął rozumieć, że chyba faktycznie nie ma tutaj dobrego rozwiązania. Stąd zresztą ta irytacja, którą kremowy właśnie zauważył. Tak, może brał to wszystko za bardzo do siebie ale naprawdę nie chciał aby wilka spotkał ten sam los co jego z Amidalą. On jeszcze był towarzyski i w ogóle ale Jalvi? On nie da sobie rady bez kogoś bliskiego. Już nie miał cierpliwości do szczeniaków a co dopiero jak będzie sam i zaszyje się gdzieś w bibliotece między jedną półką książek a drugą.Jalví pisze: Odchylił lekko ucho, jakby podświadomie czuł że jego biadolenie zaczyna już Rhama irytować. Może rozsądniej byłoby więc temat zamknąć niż dalej bez sensu drążyć? I tak koniec końców prowadziło to donikąd.
— Tak. — odparł mrukliwie. — ...chyba trochę tak. — bo w tej jednej kwestii miał rację. Jalviemu cholernie ciężko było nawiązać jakąkolwiek relację ze szczenięciem właśnie dlatego, że zawsze wymagał od rozmówcy umiejętności logicznego myślenia i rozumienia związków przyczynowo-skutkowych. Ciężko było mu rozmawiać z kimś kto jeszcze tego nie wykształcił i nawet tego nie ukrywał. Właśnie dlatego brał pod uwagę wycofanie się z życia Nifret bo swoim podejściem mógł jej dzieciom tylko szkodzić.
— Nie, nic by nie zmieniło. Tłumaczę ci przecież, ze w tej chwili nie jest to żadną opcją. — skrzywił się lekko, podnosząc spojrzenie na brata. — Teraz to przeciwwskazania i cholernie mnie to drażni bo martwię się o nich, rozumiesz? Martwię się za każdym razem gdy stracę ich na moment z oczu, gdy oddalą się poza tertorium klanu, na którym i tak są przecież tylko gościem bo wiem, że tam gdzie pójdą zdani będą tylko i wyłącznie na siebie. Martwię się za każdym razem gdy na niebie wschodzi pełnia bo wtedy nie są bezpieczni nawet po naszej stronie granicy. Boję się cholernie, że będąc pod jej wplywem mógłbym wyrządzić im krzywdę. Że nawet jeśli nie ja — mogą te krzywdę wyrządzić im pozostałe wilkołaki. Nie wybaczyłbym sobie gdyby coś im się stało, gdyby z mojej winy lub z winy mego klanu ucierpiała Nifret... — czy winił za to Budzigniewa? Tak, poniekąd tak. Bo gdyby był choć trochę tylko podobny do Gniewomira wszystko z automatu byłoby znacznie łatwiejsze.
— ...i nie, nie rozmawiałem z nią na ten temat. W tej chwili nie wiem nawet czy jest sens ten temat w ogóle podnosić. — głowił się nad tym od bardzo dawna i nie widział dobrego wyjścia z tej sytuacji. Każde z nich wydawało się być po prostu złe.
— Ahh Jalví szczeniaki raczej nie bez przyczyny nie siedzą w bibliotece czy uniwersytecie — owszem, może i właśnie mówił jak do jednego z nich ale jak widać kremowy chyba miał jakieś zaniki pamięci. Tak, zdawał sobie sprawę, że wilkołak od zawsze miał problemy w komunikacji i pewnie nagle tego nie zmieni ale niech wie, że ma za duże wymagania wobec dzieci. Zresztą wobec siebie chyba trochę też skoro uważał, że nie zasługuje na Nifret.
— Pozostawienie ich też nie jest — skomentował krótko bo nie chciał się zirytować również jego. Wystarczy już, że martwił się o samotniczkę. No właśnie, s a m o t n i c z k ę. Czy nie sądził, że fakt iż dotąd nie dołączyła do żadnego klanu nie był już pewną odpowiedzią na jego rozterki?
— No właśnie rozumiem i dlatego dziwię się, że rozmawiasz o tym wszystkim ze mną a nie z Nif. Nie jestem co prawda najlepszym przykładem do mówienia prosto z mostu ale powinieneś spróbować — stwierdził bo choć sam przejechał się na wyznaniu uczucia Amidali to przynajmniej wiedział na czym stoi a nie gdybał tak jak teraz jego brat. Chociaż w sumie co on tam wiedział.
— Nie wiem Jalvi, naprawdę nie wiem co mam ci jeszcze powiedzieć — tak, z całą pewnością trzeba zejść z tego tematu skoro oboje doszli już do tego samego wniosku.
Spojrzał na brata bo szczerze nie wiedział o czym mieliby jeszcze porozmawiać.































