Strona 2 z 10
Śnieżny Las
: 14 cze 2025, 13:24
autor: Esqea
Esqea była już niemal gotowa. Jej ciało było uformowane – niewielkie, ale wyraziste. Wewnętrzne zmysły rozbudziły się do życia. Błękitna poświata, która tliła się w niej od początku, zaczęła być widoczna w zaczątkach pazurków i poduszek łap. Jej język – choć jeszcze nieporuszany – miał intensywny, niespotykany kolor. Wszystko w niej mówiło: „jestem inna”. Ale czy to było dobre? Przez błony dzielące ją od świata zewnętrznego wciąż dochodziły głosy. Czasem śmiech, czasem płacz, a czasem opowieści mówione szeptem, jakby świat mówił do niej bajki, zanim otworzy oczy. W jej umyśle wyłaniał się nowy obraz – ciemne niebo, sylwetka wilka, który patrzył w gwiazdy. Ten obraz był wyraźniejszy niż wszystkie inne. Czy to właśnie ona? Czy to nią miała się stać? Czy wilk był jej przeznaczeniem? Głos matki powracał coraz częściej, a z nim poczucie, że brzegi świata są już blisko. Że zaraz się narodzi. I wszystko się zacznie na nowo.
[ Koniec Zdarzenia II ]
Śnieżny Las
: 12 lip 2025, 18:33
autor: Enasalin
Było chłodno i przyjemnie — tak jak lubił.
Sal przemierzał znane mu ostępy, przyprószonego białym puchem, lasu. Do nozdrzy wiedział się zapach mokrego igliwia, zapach, który przecież tak ukochał. Chociaż czy na pewno? Może nie do końca była to miłość, bo przecież nie rozpaczałby gdyby nagle mu tego zapachu zabrakło. Ale z pewnością odczuwał dość duże zadowolenie w jego obecności. Może nawet delikatnie się uśmiechał?
W każdym razie był na tyle z siebie zadowolony, że tym razem zapachów czy znaków na śniegu za sobą nie zacierał, zresztą, uznał w swej wspaniałomyślności, że lepiej dać jednak o sobie znać potencjalnym zjawom w okolicy. Dzisiaj mu się wyjątkowo nudziło.
Zatrzymał się w końcu, gdzieś pomiędzy jedną sosną, a drugą, na skraju mikro polanki, stworzonej przez powalone kilka drzew. To było dobre miejsce. Przynajmniej trochę mu nos się wygrzeje w końcu, bo zaraz całkiem by zsiniał.
Mógł pogrążyć się w myślach. W końcu było całkiem przyjemnie.
Śnieżny Las
: 12 lip 2025, 18:48
autor: Vendetta
Wpadł tu jak tornado! Jakże on KOCHAŁ śnieg!!! i zimę!! to jego żywioł. Vendetta wywalił jęzor i zaczął biegać jak szalony, ciesząc się tutejszą pogodą i temperaturą.
W pewnym momencie kundel wyczuł tu kogoś i zatrzymał sie...
Jeśli nie było za późno, to Enasalin nie dostrzegł Obieżyświata... jeśli tak, to trudno. I tak będzie skryty za zaspą, czekał na ujawnienie!
Śnieżny Las
: 12 lip 2025, 19:05
autor: Enasalin
Myślał o rzeczach wielu, a miał o czym myśleć. Przede wszystkim, czy czasem nie zostawił czegoś w swoim legowisku? Ale zaraz zaraz, przecież on niczego nie posiadał! Zaśmiał się na swoją własną myśl. Gdyby ktoś go obserwował z boku to mógłby pomyśleć, że jest czubkiem, ale przecież nikogo w pobliżu nie ma, prawda? Prawda?
W każdym razie płynnie przeszedł swoimi myślami do tego co posiadał do tego co posiadać powinien. A powinien posiadać coś do jedzenia. Skrzywił się nieznacznie, bo dobrze wiedział, że sam to nie upoluje niczego co jest większe od myszy. Myszą samą tez się nie naje, chyba, że złapie ich wystarczająco dużo. Zawsze pozostaje jeszcze jakaś padlina do zlokalizowania, prawda? Ale to musiałby się gdzieś zakręcić koło jakiś terenów tych całych klanów... na co zdecydowanie nie miał ochoty.
Spojrzał przed siebie. Chyba tylko mu się zdawało, że coś widział? Przyglądał się przez moment śnieżnej pokrywie, ale poza latającym u góry ptactwem nie dostrzegł niczego nadnaturalnego.
— Halo? — Rzucił w eter. Kto wie, może ktoś jest na tyle dziwny, że mu odpowie. Sal prawdopodobnie by odpowiedział.
Śnieżny Las
: 12 lip 2025, 19:08
autor: Vendetta
Vendetta szalał w śniegu... do czasu aż skrył się za zaspą. Nie spodziewał się tego, że zostanie tak szybko nakryty! a raczej zasłyszany, bo chyba za głośno biegał, chrupiąc śniegiem pod łapinami.
Wyskoczył nagle — naprzeciw Enasalin'a, szczerząc kły w uśmiechu...
— Hey! jestem Vendetta, dla przyjaciół Obierek, Obieżyświat... a Ty jak masz na imię? — Radośnie merdał ogonem, jak na psa przystało...
TFU!
Pół psa, pół wilka.
Vendka był kundlem, stąd te niektóre zachowania... którymi wilki nie sypią na prawo i lewo.
Kita Obierka obijała się o jego zad, z zadowoleniem — wilk stał na ryle.
Śnieżny Las
: 12 lip 2025, 19:26
autor: Enasalin
Postawił uszy do góry, kompletnie rozbrojony tym nagłym wyskokiem w jego stronę. Już był gotów do próby ucieczki, nawet jeśli byłaby ona wyjątkowo marna, ale zjawa, która na niego wyskoczyła była zaskakująco... dziwna, z braku określenia lepszego słowa.
— Zawsze tak się witasz z nieznajomymi? — Łypnął na niego okiem, dalej będąc gdzieś pomiędzy zdziwieniem, a zmieszaniem. Nie bardzo wiedział jak ma reagować na tak nagły wybuch radości w jego stronę. Było to dziwne, nawet jak dla niego, a on przecież miał przetrącony umysł jak po lobotomii.
Dopiero po sekundzie, kiedy już dotarło do niego, że ma przed własnym nosem kogoś obcego mógł jakoś na te obcą osobę spojrzeć. Przynajmniej o tyle o ile. Sal postawił kilka kroków do tyłu, dając sobie odpowiednią ilość przestrzeni. Poczuł nagłe smagnięcie chłodnym wiatrem po grzbiecie.
— A niby to ja jestem dziwny — Zaobserwował na głos.
Nie potrafił jednoznacznie stwierdzić co dokładnie mu nie pasowało. Może samo to przywitanie wywołało mu mieszane uczucia, a może ten latający na boki ogon? Kto niby tak robił?
Śnieżny Las
: 12 lip 2025, 19:30
autor: Vendetta
Merdanie ogonem, a do tego wywiesił język i zaczął dyszeć — oczywiście pomiędzy dyszeniem, była jeszcze rozmowa, odpowiedzi... bo czemu nie? Nigdy nie widział w tym problemu...
Ani w swoim zachowaniu ogólnie, choć zaskakująco się wyróżniał — i cóż — nie zawsze był lubiany...
— No! — Szczeknął i zrobił kółko wokół własnej osi... — Jestem pół psem, pół wilkiem~! — Wzniósł łeb i zawył... co by pokazać, jaki wspaniały i pół rasowy z niego wilczur!
— Masz jakieś imię? — Wywiesił język na lewą stronę pyska...
Tak, Vendetta mało kiedy wśród wilków był lubiany — wychowywały go głównie psy, sfora jego matki.
Śnieżny Las
: 12 lip 2025, 21:05
autor: Enasalin
Mieszaniec? Słowa obcego trochę go zdziwiły i jednocześnie skrzywił się na samą myśl o takiej mieszance. Póki tego nie powiedział, to najwyżej uznawałby go za dość dziwnego wilka, zresztą, Sal też nie był "normalnej wielkości" wilkiem, więc na wygląd mógł przymknąć oko. Ale teraz?
Zniesmaczenie idealnie malowało się na jego pysku. No, przynajmniej teraz wiedział co mu dokładnie nie pasowało. Bo charakter... no był dziwakiem i tyle, mało było takich tutaj? Spojrzał gdzieś na bok. Nie powinien, a może powinien właśnie coś na ten temat powiedzieć?
— Mieszaniec.
W końcu się odezwał. Z delikatną pogardą w głosie. W końcu to on był jedyny wspaniały, a to... to nawet nie było do końca wilkiem. To mu się dopiero towarzystwo trafiło, nie ma co.
— Mam. — Zaczął sucho — Powinienem je zdradzać komuś takiemu jak ty?
Śnieżny Las
: 12 lip 2025, 21:17
autor: Vendetta
Fakt, Vendetta był dość sporym mieszańcem, jednakże na tutejsze standardy to chyba rozmiar średni, ah iw krainie byli więksi — nie, nie mieszańce — wilki, mierzące ponad metr w kłębie...
Rudzielec jednak nie przejmował się ani wzrostem, ani wagą, ani genetyką...
Nawet nie poczuł, nie dotknęło go to — jakim brzmieniem Enasalin wymówił to słowo. Tak, tak jakby to odbiło się od Obieżyświata i wszystko było okey, w porządku, prawda?
— Jesteś z Klanu Cienia? — Spoglądając jednak na jego ton... Vendka coś poczuł, jednak tak... — Klan Potępienia? — Zgadywał dalej... bezskutecznie.
Merdał ogonem, ale przestał dyszeć. Nastawił uszu na sztorc i czekał na odpowiedź.
Śnieżny Las
: 12 lip 2025, 22:23
autor: Enasalin
Klan. Klan. Musiał przemielić kilka razy w głowie to słowo zanim nabrało jakiegoś wydźwięku.
Ten to chyba jednak miał jakieś pomieszane głosy w swojej głowie, skoro mu sugerowały takie rzeczy. A może mieszańce już tak mają? W sumie nikt nigdy tego tak naprawdę nie sprawdził. W sensie, czy mieszańce są jakieś mocno inne i może faktycznie myślą inaczej. Może powinien to zbadać?
Sal wyglądał przez moment na zbyt zamyślonego. Może nawet przez zbyt długo.
— Klan? Ja nie mam klanu. Skąd ten pomysł. — Spojrzał na niego pytająco.
Czy on go teraz sprawdzał, czy urabiał Sal nie potrafił jednoznacznie stwierdzić. Może po prostu tak sobie próbował wybadać jakiś grunt.
Enasalin w końcu siadł na dupie, absolutnie nie wyczuwając zagrożenia już od strony drugiego wilka. Najwyżej... rozczarowanie. Chyba tak najdokładniej można było określić to o czym teraz myślał.
— A jaki jest twój klan Vendetto?
Śnieżny Las
: 13 lip 2025, 0:03
autor: Vendetta
Vendetta miał czas — który mu upływał dość wolno... i najczęściej na wygłupach i zabawie, jakby był dużym szczeniakiem... Był taki beztroski, a nawet i niewinny — gdyby nie wiedzieć, że złamał już kilka samiczych serc... Męskiego? jeszcze, ani jednego. Był ciekaw jak to jest BYĆ z samcem i w sumie niedawno takiego jednego poznał... Ponurego dość, ale najwyraźniej w jego typie — skoro Obierek wciąż o Ulku myślał... Gdzieś, cały czas...
— Czyli jesteś samotnym wilkiem... — Wywnioskował ze słów Enasalin'a, unosząc nieco wyżej przy tym podbródek... Samotnik — samotnika nie porwie... Daaa.
— Nie należę do żadnego, aczkolwiek rozpatruję Klan, w którym jest mój przyjaciel... To Klan wszech-wiedzy z magią lodu. Czas pokaże, nigdzie jeszcze nie zabawiłem na długo... — Co-nieco wiedział o krainie, a gdyż nie był tu od wczoraj. Szwendał się, to tu, to tam...
Śnieżny Las
: 13 lip 2025, 20:17
autor: Enasalin
— Samotny od urodzenia.
A przynajmniej o tyle o ile pamiętał. Bo ciężko pamiętać cokolwiek z czasów kiedy się było ślepym szczeniakiem. Może kiedyś należał do klanu, ale o tym nie wiedział? Szkoda tylko, ze matki już nie było na świecie, bo z chęcią by ją o to zapytał. W końcu samotnych wilków nie ma zbyt wielu, przynajmniej on wielu nie spotkał w swoim życiu, a kilka wiosen już ma, prawda?
— Strasznie dziwna nazwa jak na klan — zauważył. Ale co on się tam znał na klanach, w końcu w żadnym nigdy nie był. — Ja nie wiem czy chciałbym być w jakimś klanie.
Bo w końcu mało z kim warto się zadawać, dodał już sobie w myślach.
Śnieżny Las
: 13 lip 2025, 21:46
autor: Vendetta
Skinął pyskiem. Wychowany w psiej sforze... nie to co Enasalin. Może stąd jego inne zachowanie? Nie mniej nie rzucało się to Vendetcie w ślepia, bo był mało spostrzegawczym, jeśli chodziło o relacje, reakcje — wilcze. Fakt, dość dobrze rozumiał mowę ciała — ale tę psią znał lepiej.
— Nie, nie. Ten Klan nazywany jest Klanem w Księżyca, gdzie wilki wierzą w księżyc, to znaczy... Wyznają Ithila — Ithil, Księżyc... ale w krainie jest trochę więcej Klanów. — Sam jednak Vendetta — tkwił pomiędzy Klanami, nie decydując się JESZCZE na żaden z nich...
— Skąd przybywasz? — Zapytał, a nuż są z podobnych okolic?
Śnieżny Las
: 19 wrz 2025, 21:40
autor: Lira von'ar
Przybysz z dalekich ziem, mędrzec z gór, nigdy nie zobaczył świata, lecz zna go doskonale. Pojawił się tu, niesiony misją nadaną mu przez boga. Szedł, bez strachu, bez wahania, pewnie, niósł na swych ustach i w swym geście dobroć i harmonię tam, gdzie jej brakuje. Żaden śnieg, ani deszcz, ani upał, ani rwąca rzeka, ani góry wysokie, ani morze głębokie, nie zatrzymały go do tej pory. Kto w takim razie mógłby zmienić ten stan rzeczy?
-OM MANI PADME HUM... — Powtarzał tę mantrę w kółko i w kółko, nigdy się przy tym nie nudząc. Zresztą, nie o nudę tu chodziło, a o cel, o misję i takie tam.
Śnieżny Las
: 19 wrz 2025, 21:47
autor: Lucidique
Dla niej chodzenie w śniegu już było trudne.... Od pewnego czasu wilczyca przybrala mocno na wadze i jej brzuch stał się okrąglejszy, nieco bardziej widoczny. Niestety nie miała aż tak długiej sierści, ażeby schować to i owo — przed okiem drapieżników, czy nie daj Chaosie — heretyków i potępionych... Ogniści też ponoć nie lepsi.
Zatem.
Lucidique poruszała się powoli, lustrując jasnymi ślepiami wszystko wokół. Dojrzała nareszcie jakiegoś wilka z przepaską na czole... Miał przy sobie lampion... po co?
— Ave... przepraszam...? — Zawołała do samca. — Wiesz któręy na tereny Klanu Cienia? — Zapytała, podchodząc powoli do Liry.
Śnieżny Las
: 19 wrz 2025, 22:09
autor: Lira von'ar
Brak wzroku zawsze nadrabiał lepszym słuchem i węchem. Obecność wilczycy wyłapał dość prędko, co uradowało jego serce, bo to pierwsza okazja na nowej ziemi, by spróbować kogoś nawrócić, albo przynajmniej spróbuje. Nikomu się przecież narzucać nie będzie...
Pozwolił jej podejśc do siebie, wysłuchał jej i z uśmiechem, odpowiedział chrapliwym głosem. — Tashi delek, rang bzhin byang chub, nga... yin. — "Witaj młoda duszo, jestem …" coś w tym stylu. Zatrzymał się w pół witania, bo — Min, gong thub ma red, 'di'i skad ma yin. — "Nie, przepraszam, to nie ten język…" odkaszlnął, dodał i pomyślał przez moment, drapiąc się po brodzie. Musiał skontaktować sie ze swym patronem, co objawiło się niezręczną ciszą, ale w rzeczywistości został oświecony i obdarzony językiem , który już wcześniej znał, ale musiał wszystko traktować jako przejaw wiary i cud, bo czemu nie?, co nie dzieje się od razu. Wtem powiedział, przerwywając ciszę. — Witaj. Pozwól, że się wpierw przedstawię, tego wymaga grzeczność. — Ukłonił się i wypowiedział swe imię. — Lira von'ar, mnich, pielgrzym. Co do pytania Cię dręczącego... — Wyprostował łeb, przez cały ten emanując aż duszącą aurą spokoju. — Nie znam odpowiedzi na to pytanie. Sam dopiero tu przybyłem. Też szukam dróg i niosę ze sobą swój cel, swoją misję. —
Śnieżny Las
: 19 wrz 2025, 22:56
autor: Lucidique
No szkoda... ale to nic, co nie? Przynajmniej pozna nowy pysk... z oczami gorzej, bo ich nie pokazywał. Zaraz... czy on był ślepcem? głupio trochę pytać, ale... Raz się żyje.
— Masz ciekawe imię, Lira coś tam... ja jestem Lucidique z Klanu samotników, to znaczy... Szukam Klanu Cienia i Ammata. — Tak jakoś to jej przeszło płynnie przez gardło.
Skoro Van'ar nie był stąd, to nie był dla niej, ani dla Klanu Cienia zagrożeniem. Proste... — Cel? a jaki to cel? — Zapytała neutralnie... — Ja... ja też niosę swój cel i w tym przypadku potrzebuje dojść do terenów Klanu Cienia... — Miała specjalny pakunek dla pewnego białego rogacza.
Śnieżny Las
: 19 wrz 2025, 23:05
autor: Lira von'ar
— Miło mi poznać. — Ukłonił się jeszcze raz i wysłuchał jej do końca. — Czynienie słowa boga mego ciałem, czyli nieść zdrowie, harmonię i dzielić się wiarą. — Z całych sił próbował tłumaczyć swoje słowa w bardziej "prosty" sposób. Gdyby miałwykład jej zaserwować, bez żadnego przygotowania, o symbolice swojej religii i opisać szczegóły z nią związane, prędzej by ją odtrącił od siebie. Trzeba mierzyc siły na zamiary + czy warto poświęcać czas tu i teraz. — Ah, a propos zdrowia, jestem też uzdrowicielem. — Był* wpływ jego boga w tej krainie jest słaby, stąd jego możliwości sprowadzają się do pierwszej pomocy. — Można nazwać moje metody "Magią", jeśli Ci ułatwi zrozumienie moich praktyk, ale tutejsza ziemia wypiera ją. Innymi słowy, muszę się oswoić z tym miejscem. — Masło maślane? Być może, ale narracja i dialog to rzeczy, które w dosłowny sposób nie splatają się w fabule, żadna postać tak tego nie czyta...
Śnieżny Las
: 19 wrz 2025, 23:07
autor: Lucidique
— Mówisz pewnie o Chaosie. To jeden bóg... który spłodził innych bogów, wraz z Shadow. — Nie widziała innej opcji. Mówił Lira o Chaosie, bo tak nazywał się bóg ich wszystkich.
CHAOS.
— Uzdrowicielem? mogę Cię prosić o pomoc w takim razie? — PRZYDA jej się. Stanął na jej drodze. O Wielki Chaosie, dzięki Ci dzięki! — Mam wrażenie, że brzuch mi urósł... — Usiadła i wypięła bebech... — Czy to gazy, czy o co chodzi? — Owszem, liczyła się z tym, że to nie są zwykłe wzdęcia... A Dar, który trzeba przekazać Chaosowi.
Śnieżny Las
: 19 wrz 2025, 23:22
autor: Lira von'ar
-Hm... — Mruknął cicho, widząc, że niesienie nowej wiary nie będzie lekkie. Nie mniej, musi próbować, a najlepiej przez czyny nakazane mu przez boga. — Nic mi nie wiadomo o waszej wierze, ale się doedukuje. Poza tym, nie odmówię pomocy. — Złapał zębami za patyk z lampionem i wbił go w ziemię, by nie przeszkadzał. Tupnął parę razy łapą o jego trzonek, by wyczuć na zmarzniętych opuszkach łap i w uszach, jak sytuacja wygląda... brzmi? Coś na krztałt echolokacji z dodatkowymi opcjami. — Oprócz tego, że jesteś w ciąży... — To było aż za proste do ogarnięcia i oprócz wcześniej wspomnianych, każdy wilk wydzielał nie tylko swój unikalny zapach, ale też feromony związane z chormonami, co rozumiał świetnie. — Hmm, niczym bym się nie przejmował, organy wilczycy przesówają się, gdy staje się brzemienna, by zrobić miejsce dla potomka. Jedzenie też nieco mniej wydajnie przemieszcza się w jelitach, nieporządane gazy to norma. — Wszystko to, a nawet nie przyłożył łapy do niej. W jego oczach (ekhem) Jej aparycja nie robiła na nim utwardzającego wrażenia, ale powód jest już dobrze znany na pierwszy rzut oka.
Po chwili dopiero podszedł do niej od lewego boku. Ukląkł, przyłożył ucho do jej brzucha, tak jak wcześniej tego nie zrobił i mógł usłyszeć wszystko, co piękne, co radowało jego duszę. — Oooh, zdrowy, silny, mhm... tak, to będzie szczęśliwe dziecko. — Ekhem... aby na pewno?
Anyway, odlepił łeb i rzucił propozycją, unosząc łeb ku górze. — Chciałabyś, bym pobłogosławił je? Słowa mego boga przynosi szczęście i ochronę przed mściwymi,chciwymi duchami. Nie narzucam się. — Ale musiał to powiedzieć.