Strona 6 z 12

Zgliszcza leśnego baru

: 01 lis 2025, 21:01
autor: Eres
Są takie okazje, których nie wolno przegapiać. Taką okazją była impreza pełna duchów, mająca miejsce na terenach wspólnych. Eres od dawna brakowało zatłoczonych miejsc. Wynudzona po długim pobycie w Kraterze, pierwszy raz wyrwała się z terenów klanowych, aby wreszcie zaczerpnąć zimnego powietrza. Wilcza Kraina jak zwykle nie zawodziła. Wilczyca musiała przejść kawał drogi, co przy jej pogorszonej kondycji nie było takie łatwe, jednak wkrótce zawitała do baru, w którym była tak dawno temu, że jeszcze pamiętała, gdy tutaj stał.
Otworzyła drzwi i rozejrzała się. Było tu gwarno, śmierdziało różnymi klanami, alkohol rozlał się na ziemi, ktoś przeklinał, ktoś trajkotał. Na pysku Eres zarysował się ogromny uśmiech. Kochała tę noc.
Chwilę rozglądała się po zebranych, starając się wypatrzeć kogoś wartego uwagi. Było tu kilka całkiem przystojnych pysków, zaczynając od barmana. Były też całkiem grabne wilczyce. Ostatecznie Eres wybrała sobie wilka, który sprawiał wrażenie najciekawszego w całym towarzystwie. I najstarszego zarazem. Ruda wilczyca przepłynęła niemalże przez salę, po czym zaczepiła bardzo niechcący o Kaimlera i prawie się przewróciła, w ostatniej chwili łapiąc umięśnionego barku wilka.
Ja... Przepraszam. Och! — westchnęła, widząc znaczony licznymi bliznami pysk.
Surowy i niedostępny. Tak przystojny, że wilczycy od razu zrobiło się cieplej. Zagapiła się na basiora, czując, jak serce jej przyspiesza. Łapa wcale nie puszczałą barku, pod którym czuła twarde jak skała mięśnie.
Eres delektowała się tą chwilą.

Zgliszcza leśnego baru

: 01 lis 2025, 21:41
autor: Zhoryia
Ostatnimi czasy wszystkie znaki na ziemi i w zaświatach wskazywały na to, że powinna wyściubić nos z terenów klanowych, a ostatnie plotki jakie podsłuchała wśród nieumarłych na zamku, wydały się jej na tyle intrygujące, ze stanowiły doskonały pretekst, aby zabrać ze sobą Celeste i pokazać jej trochę ogromnej krainy. Mgła tego wieczoru miała smak żelaza i wspomnień, a powietrze drżało od czegoś, co trudno było nazwać, jednak z pewnością miało w sobie nutę ekscytacji.
Podobno dziś zasłona będzie cieńsza niż kiedykolwiek indziej — Rzuciła Zho, jakby mimochodem, spoglądając przez ramię na księżniczkę. Po drodze tłumaczyła jej jakie rozmowy udało się jej podsłuchać na salonach, duchy od tygodni szeptały między sobą, że w tę szczególną noc zmarli zamierzają hucznie świętować w barze. — Pośpieszmy się, nie jestem pewna jak długo to będzie trwać. — Dodała i nieco przyśpieszyła kroku, torując drugiej wilczycy drogę przez leśne ścieżki. Las stopniowo przerzedzał się, aż w końcu między drzewami wyłoniła się znajoma sylwetka budynku. Leśny Bar wyglądał dziś niemal jak żywy, światła w oknach tliły się ciepłym, złotawym blaskiem, a z wnętrza dobiegały stłumione głosy i śmiechy. Drzwi, które zazwyczaj pozostawały zamknięte i milczące, tym razem uchylały się co chwilę, wpuszczając i wypuszczając kolejnych gości, zarówno tych, którzy oddychali, jak i tych, którzy już dawno przestali. Odetchnęła głęboko, jakby powietrze nasycone energią duchów było dla niej bardziej naturalne niż dla żywych.
Wygląda na to, że to tutaj. — Powiedziała cicho, po czym pchnęła drzwi łapą i weszła pierwsza, prowadząc Celeste zaraz za sobą. Wewnątrz panował niezwykły gwar. Wśród gości siedzieli zarówno śmiertelni, jak i cienie dawno poległych wilków. Przesunęła spojrzeniem po sali i niemal natychmiast dostrzegła znajome sylwetki. Na jednym ze stołków, w półcieniu, siedział Kaimler. No proszę. Czyżby zjawy trzymane w koronie dały cynk byłemu upiorowi? Obejrzała się na księżniczkę, a potem zachęcając ją subtelnym uśmiechem, ruszyła przed siebie, nadchodząc zza lewego barku złotookiego.
Agito Kaimlerze. — Powitała go dość cicho, nie chcąc przeszkadzać mu w obserwacjach, które niewątpliwie prowadził. Powiodła spojrzeniem do miejsca w którym utkwiony był jego wzrok i ujrzała znajomą Persefonę oraz mniej znajomą Esmeraldę. A no tak, uprzedziła ją jeszcze Eres, która wpadła na Kaima i kurczowo trzymała jego ramię. Giovanni obeszła ją kurtuazyjnie.

Zgliszcza leśnego baru

: 01 lis 2025, 21:54
autor: Persefona
Nie mogła wprost uwierzyć w swoje szczęście. Esmeralda naprawdę tu była, we własnej, choć niekoniecznie materialnej osobie. Szczerze powiedziawszy sama miała początkowo wielką ochotę spróbować ją przytulić. W zwyczajnych okolicznościach pewnie nie przeszłoby jej to przez myśl, w końcu wiedziała już, iż łapy ducha po prostu by przez nią przenikęły. Lecz być może dzisiaj było inaczej. W końcu wadera jakby nigdy nic trzymała właśnie kieliszek wina, przez który jej palce ani myślały przenikać. Może dziś miała ostatnią okazję, by ją dotknąć. Jednakże powstrzymały ją dwie rzeczy. Pierwszą był fakt, że sama nieboszczka nie wyciągnęła ku niej łap. Persefona podejrzewała, iż miała poważny powód, by tego nie czynić. Może taki prosty gest wystarczyłby, aby czar prysnął i ich rozmowa zakończyła się przedwcześnie? Drugą owszem, było podejrzenie, że najpewniej nie poczuje przy tym ani miękkości jej futra, ani ciepła ciała. A to z kolei zamiast poprawić jej nastrój i ukoić jej tęsknotę miałoby zupełnie odwrotny skutek.
Dziękuję — odpowiedziała na komplement wilczycy, uśmiechając się przy tym nieco nieśmiało. Zdecydowanie wciąż nie była przyzwyczajona do tego, gdy ktoś ją takowymi obdarzał. Prawdopodobnie po części dlatego, że sama nie uważała się za nic, co by na pochwały zasługiwało. Wciąż nie pozbyła się nieprzyjemnego wrażenie, że w jej rudym futrze nie było nic pięknego. Wręcz przeciwnie zresztą.
W zamku — odpowiedziała, na chwilę odwracając wzrok, by odruchowo zerknąć w stronę okna. Następnie szybko wróciła spojrzeniem z powrotem na oblicze swej dawnej opiekunki. — Nie wie, że tu przyszłam. Nie chciałam jej budzić. Lithia ma swoje życie, w którym zresztą całkiem dobrze jej się układa. Jest szczęśliwa, nie szukając duchów ani nie tkwiąc w przeszłości. Nie chcę tego psuć — wyjaśniła z delikatnym uśmiechem. Nie miała tego za złe siostrze. Wręcz przeciwnie. Cieszyła się jej szczęściem. I chciała zrobić wszystko, by taki stan rzeczy miał miejsce jak najdłużej. Mimo tego, iż z ich dwójki była tą cichszą, bardziej nieśmiałą i niepewną, a także i fizycznie słabszą, to miała potrzebę, by chronić siostrę przed całym złem tego świata. Może dlatego, iż zwyczajnie nie chciała stracić także i jej.
Rozmawiałam z twym bratem — powiedziała nagle, wbijając w Esmeraldę baczne spojrzenie. Skoro miała okazję, musiała poruszyć ów temat. Była to winna Earendilowi.
I wówczas kątem oka zauważyła coś, co sprawiło, że serce podskoczyło jej do gardła. Do baru weszła grupka wilków, wśród których był nie kto inny jak sam Kaimler. Aż skuliła się odruchowo, nie wiedząc, co czynić. Niepokój obudził się na nowo, podsuwając jej najgorsze scenariusze. Co sobie pomyśli? W końcu rozmawiała z wilczycą, na którą wydano wyrok. Co, jeśli uzna, iż coś knują? Przez chwilę miała ochotę się schować, uciec, albo chociażby na powrót naciągnąć kaptur na głowę. Ostatecznie jednak uznała, że to i tak bez sensu. Nie zdziwiłaby się, gdyby już została dostrzeżona. A jeśli tak było, powinna zachowywać się jak najbardziej naturalnie, nieprawdaż? Czarnofutry jeszcze nie ruszył w ich kierunku. Może ich zignoruje. Miała taką nadzieję.
Już miała odwrócić wzrok, lecz wówczas przykuła go ponownie plama rudości, która jak na złość zakręciła się koło nowego Alfy. Nie była jej siostrą, tyle wiedziała. Cóż... Może nie powinna tak się jej przyglądać. W końcu podejrzewała, że poza terenami Potępionych rude futro nie jest wcale aż tak rzadkim zjawiskiem.
Z trudem odwróciła wzrok od tamtego miejsca.

Zgliszcza leśnego baru

: 01 lis 2025, 21:57
autor: Sinister
Metaliczne części szarego wilkołaka lśniły, odbijając światło pochodni, którymi oświetlony był bar. Zwabiło go tutaj dziwne natężenie gwarnych okrzyków i głośnie stuknięcia kufli. Drzwi skrzypnęły cicho, a w szparze pojawił się duży pysk, za którym podążyła para kryształowo błękitnych ślepi. Wtoczył się do środka, w drzwi zamknęły się za nim z łoskotem, po czym rozejrzał się po wnętrzu, w którym powoli robiło się ciasnawo. Jak widać nie tylko jego zwabiły odgłosy świętowania. Nie to było jednak dziwne, prawdziwą anomalią była obecność umarłych, którzy w najlepsze gawędzili z żywymi. Raczej się nie spodziewał się takiego przyrostu populacji nekromantów, więc było to co najmniej intrygujące. Usiadł przy jednym z dębowych stolików i zamówił kufel piwa, mimochodem zawieszając spojrzenie duchu tańczącym nieopodal.

Zgliszcza leśnego baru

: 01 lis 2025, 21:58
autor: Anatael
W ostatnich dniach Anatael odczuł, że jego wiedza o terenach nienależących do Klanu Potępienia jest mocno ograniczona, a bywa ona przydatna — na przykład w wykonywaniu zadań Kaimlera, który niewiadomo, czy w przyszlości znów nie zleci im, by wytropić zwierzynę do upolowania, skoro poprzednio tak świetnie im poszło.
Postanowił zatem pokręcić się po lesie, już na spokojnie spróbować poszukać zwierząt, obszarów, w których się zbierają, charakterystycznych punktów ułatwiających nawigację i innych miejsc, które mogą okazać się w jakiś sposób przydatne. Zaczął od szlaków, które już znał — najpierw do borów, tak jak poprowadził stado, następnie spróbować odtworzyć drogę, którą niegdyś gonił za złotą owcą. Pamiętał, że w pewnym momencie przechodził przez jakieś jezioro czy staw, a skończył w barze, do którego właśnie dotarł. ...Chyba?
Zapamiętał to miejsce inaczej, a pamiętal dość dobrze — ułożenie drzwi i okien, przez które obserwował zwierzę. Tutaj z pewnością były inne. No i...
No i wtedy nie było tu duchów.
Stał przez kilka minut przed murami (?) obserwując, jak kłęby mgly, czy raczej dusz, uformowanych w wilcze kształty wchodzą i wychodzą przez drzwi, jak gdyby nigdy nic.
Słyszał w porcie co prawda pewne historie... Lecz nigdy by nie posądzał ich o posiadanie nawet ziarnka prawdy.
A najwyraźniej ziaren tych było całkiem dużo.
W końcu zdał sobie sprawę, że właściwie mógłby wejść do środka. Wnętrze wyglądało z zewnątrz całkiem normalnie, nie jak jakiś portal prowadzący do innego świata. Poza tym czuł zapachy i dochodziły do niego dźwięki rozmów.

Po przejściu przez próg zdał sobie sprawę z kilku rzeczy.
Dźwięki były wydawane przez duchy. Słyszał je, rozumiał! A nawet nie użył tej fiolki od Elbae!
Zapachy natomiast należały do żywych. Szybko dostrzegł dwie rude postacie — to nieszczególnie go poruszyło. Było właściwym, by rude przebywało wśród duchów.
Jedna z nich znajdowała się przy Kaimlerze. Było to bardzo interesujące i godne śledzenia, lecz Anatael nie był pewien, czy nadmierne zainteresowanie nie spowodowałoby, że zostałby w tym nawiedzonym barze już na zawsze. Odwrócił więc wzrok i przeniósł na drugą postać, a wtedy dostrzegł Esmeraldę.
Nie miał najmniejszych wątpliwości, że to była ona. Ta sylwetka, ruchy, spojrzenie, głos... Jej wspomnienie zatarło się już w jego głowie, lecz gdy ją zobaczył — odżyło na nowo.
Rhae, gdybyś to zobaczyła...
Chciał pobiec teraz po siostrę, sprowadzić ją, by i ona mogła odtworzyć w pamięci obraz, który z takim żalem żegnała, lecz jaką miał pewność, że po powrocie zastanie wszystko takim, jak teraz? Ledwo mógł uwierzyć, że to się dzieje naprawdę.
Podszedł powoli do stolika, przy którym zdawał się siedzieć duch matki. Za chwile zda sobie sprawę, że rozmawia ona z tym rudzielcem, lecz na razie patrzył na nią oniemiały.

Zgliszcza leśnego baru

: 01 lis 2025, 23:20
autor: Kaimler
Sądził, że pożałuje, ale nie sądził, że tak szybko. Oczywiście, że usłyszał krzyk Volameny, jednak nawet kątem oka nie spojrzał w tamtą stronę. Może jedynie drgnął mu kosmyk sierści na pędzelku ucha i to była jedyna oznaka zainteresowania niieżywą gadułą. Nawet nie było jej teraz jak zamknąć pyska. Zaczynał też chyba rozumieć ciężar korony klanu potępienia — kto o zdrowych zmysłach mógł nosić to na łbie non stop i słuchać podobnego pier*olenia.
Starając się więc ignorować niepożądane dźwięki, wzrok wciąż miał utkwiony w tym, co pożądane zdecydowanie było. A mianowicie, wciąż patrzył w stronę Persefony, która rozmawiała z duchem Esmeraldy, tej samej, którą udusił jakiś czas temu. A później gładził jej ciało i miękką jak aksamit sierść, by złożyc ją jak w ofierze w ło...
— Co jest, do cholery. — powiedział, czując jak został trącony, a później dopiero spojrzał na to, kto na niego wpadł. — Nie przepraszaj tylko uważaj jak rozstawiasz łapy. — odparł Eres, a później opuścił wzrok na pazury, które trzymały go za bark. Chrząknął cicho, chcąc by ściągnęła je z niego. — Jak Cię zwą? — zapytał jeszcze, zanim miód w postaci głosu swojej dowódczyni wampirów dotarł do jego uszu. Nie zdążył jeszcze obrócić łba, a Zhoryia już niczym wąż przeszła tuż obok niego, na co Kaimler zastrzygł uchem i sam strącił rude łapsko Eres ze swojego barku, znów częstując ją spojrzeniem, lecz już nie do końca przyjemnym.
— Agito Giovanni. Brakowało tu Twojej duszy. — zdecydował się przywitać wilczycę jej wampirzym imieniem, który to był prawie tak intrygujący jak ona sama. A może to właśnie duet idealny. Mrzonka i uosobienie. Wyobrażenie i spełnienie. Pokusa i spełnienie marzeń..?
Dzięki temu, że od naprawdę długiego czasu łaził trzeźwy, mógł mentalnie otrzepać łeb i dosłownie zejść na ziemię z myślami. Przypomniał sobie co tak naprawdę interesowało go priorytetowo w tym barze i wcale nie byli to nieumarli, których przecież mógł sobie wywołac w każdej chwili, Prędzej właśnie fakt, jak potoczy się rozmowa rudej adeptki z białą półogoniastą byłą adeptką, która niewątpliwie oblała swój test.
— Agito Celeste. — przywitał jeszcze przelotnie córkę, jeśli tylko przeszła na te samą stronę co jej nauczycielka. Ponownie jednak zwrócił spojrzenie w stronę Perse. Stanowczo chyba musiał zacząć się z nią przyjaźnić. I oto proszę, Antonio we własnej osobie. Kaimler ukrył nikły, chytry uśmiech za łapą, którą otarł pysk. Oto młode ptaki sfruwały do swojego gniazda, tak samo jak wtedy w alkierzu. Różnica była tylko taka, że nikt nie krzyczał z rozpaczy.

Zgliszcza leśnego baru

: 02 lis 2025, 0:07
autor: Eres
Możesz nazywać mnie jak chcesz. Grzecznie lub nie... — mruknęła, gdy była jeszcze blisko niego.
Jej łapy jednak zostały dość szybko strącone, czego nie odebrała jako spławienia, ale też i nie jako zachętę. Opadła na cztery łapy i przerzuciła powoli kitę, seksownie przy tym poprawiając biodra. Spojrzała za odchodzącą wilczycą, którą upatrzony przez nią wilk śledził.
Chyba nie jest zainteresowana. Przynajmniej dzisiaj — oceniła głośno do Kaimlera, po czym posłała mu przekorny uśmiech. — Tym lepiej dla mnie.
Usiadła obok wilka, po czym zastanowiła się co by tu sobie zamówić, skoro już miała wybrane towarzystwo.

Zgliszcza leśnego baru

: 02 lis 2025, 0:24
autor: Casael
Śledził brata, tak jak powinien każdy odpowiedzialny brat. Prawdę mówiąc, miał nadzieję pooglądać sobie trochę jego obmacywanek z Maelyss albo po prostu naciągnąć razem z nim jakiś biedaków na surowce. Tymczasem Anatael przyszedł do miejsca, o którym Casael tylko słyszał w różnych spelunach w porcie (a bywał w licznych, grając tam w gry i odbierając lepsze lub gorsze lekcje życiowe). Na zgliszczach starego leśnego baru wyrastał pięknie odbudowany bar, w starym stylu. Drzwi do niego wciąż otwierały się i zamykały, pozwalając wilkom i duchom swobodnie wymieniać się.
Duchami, które potrafiły sobie otworzyć drzwi?
Casael pierwszy raz widział coś takiego w życiu. Teraz Anatael znikał wewnątrz lokalu, w sekundę będąc pochłonionym przez bar-widmo. Casael nie czekał, ruszył za nim.

W środku było tłoczno i o dziwo nie zimno. Wilk zawsze spodziewał się, że obecność duchów obniży temperaturę powietrza. Tak jednak zupełnie nie było. Casael rozglądał się, szukając brata, który sprytnie czmyhnął gdzieś... I pewnie Casael dostrzegłby te wszystkie postacie z jego klanu, gdyby nie jedna wilczyca, która jak gdyby nigdy nic siedziała przy stole. Wilk otworzył szeroko niebieskie oczy, nie wiedząc czy śni. Puchate białe futro, długie łapy, ucięty ogon i fiołkowe oczy. Wszystko dokładnie takie, jak zapamiętał. Tylko z zupełnie innej perspektywy. Wtedy patrzył z dołu. Teraz niemalże przerósł ją.
Nie zważając na nic i na nikogo Casael zaczął biec. Przepychał się między stolikami i krzesłami, popchnął nawet kilku gości, czym w ogóle się nie przejął. Nim zdążył cokolwiek przemyśleć wpadł na Esmeralda i przytulił ją najmocniej na świecie. Tak mocno, że nie byłaby w stanie się ruszyć, nawet, gdyby próbowała. Nie chciał jej stracić. Oporu ciała, ciepła, jej. Wcisnął nos w skórę na jej szyi i zaciągnął się. Wszystkie wspomnienia wracały, a Casael czuł, jak robi się coraz mniejszy i mniejszy.
Nic nie powiedział. Czuł jedynie, że jego ślepia zdradziły go i zaczął płakać, nie wydając przy tym żadnego dźwięku.
Jeśli to był sen lub nawet iluzja, to Casael nie chciał jej kończyć. Nigdy.

Zgliszcza leśnego baru

: 02 lis 2025, 0:27
autor: Celeste
po naukach w gaju [w których pewnie jeszcze temat duchów poruszą proszęproszę], myślała czasem o świecie, którego częścią ewidentnie nie była, a którego istnienia zyskała świadomość. Potem oczywiście miała na to znacznie mniej czasu i znacznie więcej na głowie, jednak gdy znów spotkała się ze swoją nauczycielką, chętnie dołączyła do jej niezwykłej wycieczki.
Mimochodem, jej również zaczęła się udzielać pewna ekscytacja. To, co Zho nazywała zasłoną, dla Celeste było jak mur, za którym działy się rzeczy niedostępne dla jej oczu i możliwość uchylenia tych tajemnic choć na chwilę była aż nader kusząca. Bez marudzenia przyspieszyła kroku.
Dlaczego zbierają się właśnie tam? — zapytała jeszcze, starając się maskować leciutką zadyszkę — To jakieś specjalne miejsce?
Przed barem zaś stanęła na chwilę jak wryta, bo oto miejsce, które samo w sobie wyglądało dla księżniczki dość egzotycznie, teraz jeszcze wypełnione było taką ilością wilków, jakiej nie widziała nawet podczas spotkań na zamku. I chociaż w tym tłumie ciężko było zawiesić wzrok na kimkolwiek, nawet teraz Celeste miała wrażenie, że od niejednego z nich bije iście niewilcza aura.
Nieco oniemiała weszła za Zhoryią, trochę kuląc uszy od ogarniającej wrzawy. Kaimlera nie zauważyła, dopóki Giovanni nie podprowadziła jej pod stolik.
Agito. — powitała ojca, podchodząc bliżej. A potem skrzywiła się, patrząc na obcą wilczycę, która kręciła się przy nim. Wiedziała, że przy Alfie Potępionych kręci się sporo pań, jednak zachowanie tej tutaj było zdecydowanie nie w guście Celeste. I najwyraźniej nie tylko jej, sądząc po jego reakcji.
Odejdź. — zwróciła się do Ognistej, unosząc wargi i ostrzegawczo pokazując drobne białe kły.

Zgliszcza leśnego baru

: 02 lis 2025, 2:33
autor: Eres
Spojrzała na małą waderkę uderzająco podobną do starszego wilka. Eres zaśmiała się.
Znajdę Cię, gdy oddasz dzieci opiekunce — mruknęła do Kaimlers seksownie, po czym opuściła lokal. /zt

Zgliszcza leśnego baru

: 02 lis 2025, 10:31
autor: Zhoryia
To jest bardzo dobre pytanie, księżniczko. Niestety nie mam na nie gotowej odpowiedzi. — Odparła jeszcze gdy były przy drzwiach. Wiedziała dokładnie tyle, ile udało się jej dowiedzieć od zamkowych zjaw, a te bardziej skupiały się na zaistniałym fakcie, niż na powodach. W dodatku były strasznie zafrasowane wyborem dodatków i domysłami kogo mogą w tym roku spotkać na uczcie.
Rada jestem to słyszeć, chociaż osobiście, lubię swoją duszę bardziej po stronie żywych, niż martwych. — Uśmiechnęła się asymetrycznie do wilka.
Odprowadziła wzrokiem, wychodzącą z lokalu Eres, a potem zajęła miejsce obok Kaimlera, zamawiając jakiegoś fikuśnego drinka z garniszem z suszonych owoców. Przetoczyła szkło w łapie, na jeden moment przyglądając się Celeste uważnie, choć tak naprawdę nie oceniała jej, a jedynie dostrzegała pewne szczegóły.
Cerber głośno szepcze Ci do ucha. — Zauważyła spokojnie, upijając łyk słodkiego trunku. I to najwyraźniej bardzo skutecznie, bo ruda wadera natychmiast opuściła przybytek. Nie poświęciła jednak ognistej ani sekundy więcej, bo przed jej oczami rozgrywała się scena dużo ciekawsza, choć Giovanni nie do końca rozumiała jej genezę i motywy wszystkich postaci. Zerknęła kontrolnie na siedzącego obok samca, jakby probowała z mimiki jego pyska i ruchu jego oczu odczytać dodatkowe informacje na temat spotkania, którego właśnie byli świadkami. Nie pytała jednak o nic, dobrze wiedziała, że to nie miejsce ani czas i że w przyszłości z pewnością będzie ku temu bardziej dogodna okazja. Kliknęła cicho językiem spoglądając na Casaela, który wpadł do baru jak wichura, prosto w ramiona wadery z uciętym ogonem.

Zgliszcza leśnego baru

: 02 lis 2025, 11:21
autor: Arithra
Zajrzała do baru.
Ojej, może nie powinno jej tutaj wcale być?

Zgliszcza leśnego baru

: 02 lis 2025, 12:47
autor: Iphys
Właściwie to sama nie była pewna, ile czasu minęło odkąd obudziła się tam, na pustyni. Wiedziała tyle, że udało jej się ją opuścić i zejść w zdecydowanie mniej suche i nieprzyjemne rejony, gdzie nie groziła jej raczej śmierć z pragnienia. Od tamtej pory włóczyła się bez celu po okolicy, wciąż mając w głowie okropny mętlik. Nie miała pojęcia, gdzie tak właściwie się znalazła i w jaki sposób, a wędrówka po okolicznych lasach bynajmniej nie sprawiła, by znalazła się bliżej odpowiedzi.
Był środek nocy, gdy wreszcie natrafiła na jakiś budynek. Odetchnęła z ulgą, ciesząc się, że wreszcie zbliżyła się do jakiejś cywilizacji. Budowla wyglądała na bar, czy tam inną gospodę, a jak wiadomo były to idealne miejsca, by szukać informacji. Może wreszcie dowie się, gdzie do cholery jest?
Przyśpieszyła, ignorując panującą wokół nieprzyjemną atmosferę, którą tłumaczyła sobie po prostu zbliżającą się wilkimi krokami zimą. Bo przecież te dreszcze to przechodziły ją tylko i wyłącznie z zimna, nie z żadnego innego powodu. Nie chciała dopuszczać do siebie innej opcji. Ocknięcie się pośrodku pustkowia bez żadnych wspomnień było przecież wystarczająco dziwne. Nie potrzebowała zastanawiać się, czy nie działo się tu coś, co wykraczało poza normę.
Wpadła wręcz do baru, nie chcąc czekać ani chwili dłużej. I momentalnie znieruchomiała, dostrzegając, jakimi gośćmi był wypełniony. Położyła uszy po sobie i rozejrzała się dookoła. Czy to... Naprawdę były duchy?
Co jest?! — wykrzyknęła głośno, trochę chrapliwym od długiego nieużywania głosem.

Zgliszcza leśnego baru

: 02 lis 2025, 13:22
autor: Promień Jutrzenki
Do niej żadne plotki dotyczące ani tego miejsca, ani tej jednaj, szczególnej nocy w ogóle nie dotarły. W pobliżu znalazła się całkowicie przypadkowo. Postanowiła skorzystać z wolnej chwili i udać się na małe, nocne polowanie. Głównie po to, by się nieco rozerwać i rozruszać, choć oczywiście uzupełnienie braków w spiżarni także było wielkim plusem.
Jednakże jej początkowy plan spełzł na niczym, gdyż najzwyczajniej w świecie nie była w stanie trafić na jakiekolwiek ślady. Zupełnie jakby zwierzyna, która zazwyczaj wylegała po zmroku gdzieś się pochowała. Co więcej miała dziwne wrażenie, że las wydawał się dziwnie... Martwy. Co prawda idąc słyszała czasami jakieś dźwięki, jednakże było w nich coś dziwnego. Coś, co sprawiało, iż przechodziły ją ciarki.
Ostatecznie trafiła pod bar, w którym sądząc ze stłumionej muzyki dochodzącej z wnętrza, coś właśnie się działo. Jak można się było domyślić, ciekawość zwyciężyła i Jutrzenka czym prędzej skierowała kroki w tą stronę. Weszła do środka, rozglądając się dookoła ponad głowami zgromadzonych... I momentalnie uniosła wysoko brwi, zdając sobie sprawę z tego, na co patrzy.
Potrząsnęła gwałtownie głową. Może po prostu się jej przywidziało? Może to zmęczenie? Jednakże zjawy nadal tu były.
Dziwne.
Wypatrzyła w tłumie znajomą sylwetkę. Podeszła więc do Arithry, zatrzymując się obok jasnofutrej.
Salve... — zaczęła, trochę niepewnie, wciąż wodząc wzrokiem po pomieszczeniu. — Nie oszalałam, prawda? Też je widzisz...? — spytała.

Zgliszcza leśnego baru

: 02 lis 2025, 13:23
autor: Esmeralda
W barze robiło się coraz bardziej tłoczno, gwarno i wyglądało na to, że to jeszcze nie koniec. Impreza dopiero się rozkręcała, co rusz w karczmie pojawiały się nowe pyski, zarówno żywych, jak i zmarłych. Jeszcze trochę i będą wylewać się stąd drzwiami i oknami z braku miejsca, zupełnie jak ogórki które nie mieściły się już w słoiku z zalewą. Dobrze, że ona i Persefona zajęły już wcześniej miejsca siedzące przy jednym ze stolików. À propos. Esmeralda pokiwała łbem ze zrozumieniem, kiedy młódka odpowiedziała na pytanie odnośnie swojej rudej siostry, jasno sugerując, że Lithia zdążyła już zapomnieć o swojej opiekunce, wiodąc nowe życie, zaś ona sama nadal była zagubiona i nie do końca szczęśliwa po diametralnym przebiegu zdarzeń parę lat temu. Nie dziwiła jej się absolutnie. Gdyby tylko wiedziały, że do lokalu zawitała ich biologiczna matka, która właśnie przystawiała się do mordercy Esmeraldy, zaś w oddali jedna ze zmarłych wader rozprawiała o ich biologicznym ojcu, zresztą również z obecnym władcą Potępionych. Wówczas mogłyby mieć całkowitą klarowność odnośnie dawnych krzywd.
Z którym dokładnie? Było ich dość sporo. — starała się zażartować, aczkolwiek wyszło to dość pokracznie. Przyszła na świat w dość licznym miocie, adeptka musiała więc doprecyzować, o którego konkretnie brata jej chodziło. W dodatku nie zdziwiłaby się, gdyby Shadyia, albo Avena doczekali się innych pociech z kimś innym na boku i miała gdzieś przyrodnie rodzeństwo. Chociaż bardziej Shadyia niż Avena, bowiem ta prawdopodobnie była już bezpłodna. W pewnym momencie nastrój Persefony uległ zmianie, dało się to wyraźnie odczuć. Zdawała się być przestraszona, tylko czym? Odwróciła się, biegając spojrzeniem po sali i zgromadzonych tu mordach, próbując zidentyfikować kogokolwiek. Wśród topielców, zmarłych szczeniaków i innych nieboszczyków, bezbłędnie rozpoznała Kaimlera, siedzącego w przeciwległym kącie sali. Był z jakąś gówniarą tudzież chyba flirtował z jedną zmarłą i jedną żyjącą. Esmeralda prychnęła. Ciekawe, czy Elisabeth wiedziała o jego eskapadzie i czy wiedziała co porabia w wolnych chwilach, kiedy nie grzał jej łoża. Intrygujące. Przez zupełny przypadek wychwyciła czarno białą sylwetkę, która zmierzała prosto w jej stronę. Anatael? Jego również ostatni raz widziała, gdy był jeszcze szczenięciem, ale jaką byłaby matką, gdyby nie rozpoznałaby własnego syna? Nim zdążyła jakkolwiek zareagować, odezwać się, za nim do baru wleciał kolejny młokos, śnieżnobiały, o niebieskich oczach, identycznych jak u jej dawnego partnera. Przepychając się wśród zgromadzonych, a niektórych nawet przewracając, podbiegł do ich stolika i z lwią siłą zamknął Esmeraldę w uścisku, chowając łeb na wysokości jej szyi, na której nadal widniały ślady kłów i zmiażdżona grdyka. Znieruchomiała na kilka chwil, nie wiedząc, co ma zrobić. Bała się, że Casael odczuje chłód, gorycz i rozpacz poprzez dotyk z jej skórą, czego się obawiała w przypadku Persefony, ale jak widać, nie odczuł żadnych skutków ubocznych, przez co pozwoliła sobie przejechać łapą wzdłuż jego kręgosłupa.
Moi kochani chłopcy. — rzekła szczerze rozczulona, wzrokiem szukając drugiego z synów.


Zgliszcza leśnego baru

: 02 lis 2025, 13:57
autor: Cressida
A ją akurat przywiodły tu plotki. Bar w lesie, w którym raz do roku gościły się duchy i jedna noc, podczas której żyjący bez problemów mogli z nimi porozmawiać? Nie mogła się wręcz powstrzymać, by się tam nie pojawić. Oczywiście, że miała nadzieję znaleźć tam swego brata. Nie zdziwiłaby się przecież, gdyby skorzystał z okazji — za życia przecież także lubił w takich miejscach przebywać, więc możliwe, iż po śmierci także się to nie zmieniło. Mogłaby zobaczyć go jeszcze raz, może po raz ostatni. Porozmawiać. Może nawet dowiedzieć się, co właściwie się wydarzyło. I na dobre już zamknąć ten rozdział swego życia. Sądziła, że pozwoliłoby to jej pogodzić się wreszcie z faktem, iż została sama.
Do tej pory bardzo rzadko opuszczała klanowe tereny. Teraz czuła się nieco pewniej, co pewnie wiązało się ze świadomością posiadania mocy, dzięki którym w razie czego mogła się obronić. Nie była już tą samą małą, zagubioną istotką jak wówczas, gdy przybyła w te okolice. Nie oznaczało to jednak, że czuła się całkowicie komfortowo, krocząc przez ciemny las. Było w nim coś, co budziło dreszcze. I nie było to zimno — odkąd jej pokrycie ciała wzbogaciło się o wartwę pierza to przestało aż tak jej dokuczać. Wiedziała dobrze, że było w tym coś innego. Jakaś dziwna, niepokojąca magia przenikała dziś okolicę.
Weszła charakterystycznym, lekkim krokiem do baru, rozglądając się dookoła. Tyle wystarczyło, by upewnić się, że pogłoski były prawdą.
W większej mierze zignorowała żywych gości, zamiast tego szybko ruszając, by wmieszać się w tłum zjaw. Krążyła między nimi, przyglądając się każdemu co ciemniejszemu basiorowi, szukając znajomych rysów pyska.
Revenai? Rev, jesteś tu gdzieś? Przepraszam, czy ktoś zna Revenaia? — wołała, zmierzając powoli wgłąb izby.

Zgliszcza leśnego baru

: 02 lis 2025, 15:03
autor: Casael
Głos mamy. Casael wtulił się mocniej (dało się?). Kochał ten głos i nawet nie wiedział jak bardzo nie miał nic
do kochania.
Wtedy poczuł, że cos z szyją mamy coś bylo nie tak. Oderwał głowę i spojrzał zmartwiony, jak gdyby to on coś zepsuł. podniósł łapę i dotknął najdelikatniej jak trafił tego miejsca.
Czy nadal boli? — zapytał cicho.
Nie podnosił głowy, jak gdyby bał się, że gdy to zrobi Esmeralda zniknie.

Zgliszcza leśnego baru

: 02 lis 2025, 16:23
autor: Persefona
Och — powiedziała wpierw w odpowiedzi na słowa o rodzeństwie Esmeraldy. A więc było ich więcej. Dowiadywała się o tym fakcie dopiero w tej właśnie chwili, w końcu opiekunka nigdy nie wspominała o swej rodzinie. Co też zarówno dotyczyło rodzeństwa, jak i potomstwa. O tym drugim dowiedziała się dopiero, gdy wpadła na jej córkę. Na krótko przed tym, jak ta, wydaje się że na dobre zniknęła z zamku. O jakimkolwiek rodzeństwie podczas rozmowy z czarnouchym wampirem. Teraz okazywało się, że było ich więcej.
Earendil. Bardzo za tobą tęskni. Pytał także o twoje dzieci — dodała więc po prostu, pokrótce przedstawiając całą sprawę. Zdecydowała się zacząć od tej kwestii, gdyż czuła, że jest to winna basiorowi. W końcu obiecała. Choć oczywiście, wiele pytań dotyczących jej samej, jak i jej siostry aż cisnęło się na usta. Było ich tak wiele, i dziś miała okazję uzyskać odpowiedzi na przynajmniej kilka z nich. Jednakże wolała wpierw poruszyć kwestię jej prawdziwej rodziny.
I szybko się okazało, iż raczej nie zdąży dziś poruszyć żadnej innej.
Zauważyła poruszenie. W ich stronę zmierzał biało — czarny samiec, trochę starszy od niej samej, ewidentnie wpatrując się w Esmeraldę, nie zwracając uwagi na nic innego. Przystanął nieopodal, w milczeniu. I jakby tego było mało, zaraz dołączył go niego kolejny. Tym razem cały biały. Ten nie poprzestał na zbliżeniu się, zamiast tego podbiegając do stolika i po prostu padając w objęcia białofutrej.
Persefonę na dobrą chwilę zatkało. Znieruchomiała, nie spuszczając wzroku z rozgrywającej się przed nią sceny. Gdzieś tam z tyłu głowy obiła jej się myśl, że może jednak powinna przytulić wilczycę, gdy miała okazję. Jak widać nic złego się nie wydarzyło. A teraz jedynie co mogła uczynić, to tkwić tak niezręcznie na swoim miejscu, obserwując jak ktoś inny tonie w jej objęciach.
Nastawiła uszu, słysząc wypowiedziane przez wilczycę słowa. Moi kochani chłopcy. A więc to były te szczenięta, których szukał Earendil. Bracia Rhaenys. To zdecydowanie nie był pierwszy raz, gdy ich widziała. Przewijali się gdzieś w tłumie. Nigdy nie pomyślałaby jednak, że mieliby mieć coś wspólnego z jej opiekunką. Być może po prostu dlatego, iż nigdy im się nie przyjrzała. Teraz zaczynała dostrzegać pewne podobieństwo.
Nie miała pojęcia, co czynić. Nie śmiała przerywać prawdziwym dzieciom przywitania z matką. Czuła, że powinna się odsunąć i dać im trochę przestrzeni. Jednocześnie tak byłoby przecież dla niej najlepiej — oczywistym było, że teraz wiele spojrzeń skierowało się w ich stronę. Przecież nie powinna rzucać się w oczy.
A jednak nie była w stanie. Zbyt długo czekała na tę okazję, by teraz po prostu odejść. Tkwiła więc na swoim miejscu, w milczeniu, obserwując rozgrywającą się przed nią scenę.

Zgliszcza leśnego baru

: 02 lis 2025, 17:15
autor: Anatael
Kiedy biała postać brata przemknęła obok niego i wtuliła się w Esmeraldę. Kiedy z jej pyska padły słowa, których już tak dawno nie słyszał, coś w nim pękło.
Nie miało już znaczenia, jak surrealistyczne było to wszystko, skąd tak nagle wziął się Cas, o czym mama rozmawiała z tą rudą wilczycą. ani to, że gdzieś tam siedział Kaimler i zapewne uważnie ich obserwował. Nic nie było ważniejszego od tego, że tu była.
I nie wiadomo, ile mają czasu.
Przylgnął do ciała matki, a gdy tylko poczuł muskające go białe kosmyki jej futra, z oczu natychmiastowo popłynęły łzy.

Zgliszcza leśnego baru

: 02 lis 2025, 20:08
autor: Phobos
Tańczył dalej, bo chyba nie zobaczył, że jakaś metalowa puszka się na niego patrzy. Właśnie zaczął pokaz kaczuch! I co z tego, że melodia nie pasowała? Trudno. W zaświatach nie na takie rzeczy nauczył sie przymykać oko!

Sinister